Na czym polega bezbolesny upadek?

Cykl: Kreatywni
17 lutego 2014

3

Jak Kamil Stoch upadł przy lądowaniu podczas drugiej sesji treningowej na dużej skoczni w Soczi, zastanawiałem się (myślę, że nie tylko ja), czy do takiej wywrotki da się jakoś wcześniej przygotować, W przypadku skoków narciarskich, pewnie nie. Ale w łyżwiarstwie figurowym można się tego nauczyć.

Na cytat ten natknąłem się jakiś czas temu, i aż do dzisiaj siedział w poczekalni. Teraz chyba nadszedł dobry moment, żeby go przytoczyć. Jest to fragment z dość leciwej książki-poradnika Z. Osińskiego i W. Starosty pod tytułem: Łyżwiarstwo szybkie i figurowe. Dotyczy sztuki upadania. Rozbierzmy go na części pierwsze.

Wśród ludzi często obserwuje się lęk przed upadkiem. A przecież upadki zdarzają się nawet najlepszym zawodnikom łyżwiarstwa figurowego; spotykamy się z nimi także w życiu codziennym.

Są trzy zabójcze lęki w życiu każdej firmy i prowadzonych projektów:

  1. Lęk przed rozpoczynaniem.
  2. Lęk przed porażką.
  3. Lęk przed kończeniem.

Ten drugi jest chyba najgorszy. Widmo porażki-upadku roztacza swój cień na naszą zdolność do podejmowania inicjatywy oraz do kończenia tego, co udało nam się zacząć.

Upaść bezboleśnie trzeba umieć.

To nieuniknione. Każde twórcze działanie zakłada obecność tych dwóch sił: zmiany i porażki. O ile zmiana, została już w jakiś sposób oswojona przez współczesny system zarządzania (np. metody agile), o tyle porażka ciągle czeka na swój moment, na swoje dowartościowanie.

Umiejętność upadku (bezbolesnego) w życiu pracowników kreatywnych jest absolutnie kluczowa. Od tego zależy ich kariera, która oparta jest właśnie na inicjatywie.

Wróćmy do poradnika:

Na czym polega bezbolesny upadek? Jest to upadek kierowany tzn. po znacznym zachwianiu równowagi kierujemy ciało w tę stronę, na której będzie on najmniej złośliwy. Upadając rozluźniamy mięśnie i kulimy się, chowając głowę.

Często boimy się porażki, bo boimy się, że coś nam się nie uda, że polegniemy, że nas obsmarują, wyśmieją, że pojawi się krytyka. Pewnie tak będzie. Nie mogę temu zaprzeczyć. Ale już sama świadomość tego faktu spowoduje, że wasza porażka będzie mniej złośliwa i mniej bolesna.

  • Pierwszy rękopis Harry’ego Pottera został odrzucony aż przez dwanaście wydawnictw. Co by było, gdyby J.K. Rowling poddała się po piątym, albo dziesiątym odrzuceniu?
  • Stephena King tak zrobił ze swoją pierwszą książką Carrie. Po 30 odmowach najzwyczajniej w świecie cisnął ją do kosza. O błogosławiona żono, któraś poznała się na geniuszu męża i wyjęła zapisane stronice z kosza… i zachęciła męża-pisarza do ponownej wysyłki (trzydziestej pierwszej).
  • „Absurdalne i nieinteresujące fantasy, ponure i do niczego”. Taką oto recenzję o swojej książce przeczytał William Golding, gdy próbował wydać „Władcę much”.
  • „Grupy gitarowe są passé­” – usłyszeli członkowie zespołu The Beatles od jednego z wydawców. „The Beatles nie mają szans w show-biznesie”.
  • Steven Spielberg po maturze trzykrotnie starał się o przyjęcie na Uniwersytet w Południowej Kalifornii (wydział teatralny, filmowy i telewizyjny) i jego kandydatura była trzykrotnie odrzucana.

Mogę tak jeszcze wymieniać. Nie muszę specjalnie znać się na biografiach. Wystarczy, że pomyślę o kimś, kto odniósł sukces. Niekoniecznie musi być znany. Lista zaczyna układać się sama.

Upadek według opisanych wskazówek nie jest groźny. Natomiast unikanie go za wszelką cenę jest często przyczyną upadków bolesnych, wykonanych w ostatniej chwili, bez przygotowania.

Unikając upadku, możecie tak upaść, że wasza twórczość zostanie zepchnięta na margines. Stracicie pewność siebie. Każdy wasz ruch będzie chwiejny, nadwrażliwy. Zamienicie się w ludzi z kryjówek. I Symfonia Rachmaninowa dzisiaj uważana jest za perełkę, za jego znaczące osiągnięcie. Ale podczas swojej premiery w 1987 roku wypadła zupełnie przeciętnie. Dyrygent Głazunow od samego początku nie traktował Pierwszej Symfonii poważnie. „Ot, jeden z wielu projektów. Zupełnie zwyczajny”. Podczas kolejnych prób wciskał go między inne projekty. Co gorsza, na wielką premierę przyszedł zalany w trupa. W efekcie, dziś wielkie dzieło, wtedy zostało wyśmiane przez publiczność i krytyków. A Rachmaninowa wpędziło w trzyletnią depresję.

Takie nieprzygotowanie boli najbardziej. Zabija inicjatywę. A jak nie ma inicjatywy, to też nie ma co kończyć. Ale porażka nie musi być tak straszna, jeżeli oswoimy ją – tak jak oswoiliśmy zmianę. Wtedy łatwo nam przyjdzie upadek kierowany.