Szkoła zabija kreatywność (cz. 3)

Cykl: Kreatywni
16 listopada 2013

4

Edukacja i szkolenia stanowią dzisiaj ponad 6% światowego PKB. Zapotrzebowanie na różnego rodzaju kwalifikacje ma cały czas tendencję wzrostową. Duży wpływ na taką sytuację ma rozwój nowych technologii, która bardzo mocno zmieniła naturę wykonywanej przez nas pracy. Dawniej, większość pracowników była niewykwalifikowana. W ówczesnych przędzalniach bawełny, gospodarstwach rolnych, zakładach przemysłowy, czy na kolei pracowali głównie pracownicy fizyczni. Nie oczekiwano od nich praktycznie żadnego wysiłku intelektualnego. Dzisiaj natura pracy jest inna. Rozwój nowych technologii spowodował zapotrzebowanie na ludzi, którzy pracowaliby głową, a nie rękami. Peter Drucker nazwał ich „pracownikami wiedzy” (ang. knowledge worker). Idee są towarem. Współczesne organizacje, w coraz większym stopniu zatrudniają pracowników umysłowych, którzy produkują wiedzę, ciekawe pomysły, informacje. To prawdziwy przełom!

Więcej ludzi na naszej planecie

Drugim ważnym czynnikiem, który nie pozostał bez wpływu na tak duże zapotrzebowanie podnoszenia kwalifikacji pracowniczych jest niewątpliwie spowodowanym wzrostem liczby ludności na świecie. W roku 1960 populacja świata wynosiła trzy miliardy ludzi. W roku 1999 sześć miliardów, i podwoiła się w 39 lat. Na początku roku 2013 wynosiła siedem miliardów i będzie nadal rosła. Oczywiście wzrost liczby ludności na świecie nie jest czymś pewnym, niemniej jedno jest pewne. We współczesnych gospodarkach, które coraz bardziej zdominowane są przez pracę umysłową, rola edukacji i szkoleń będzie rosła. Od tego będzie zależeć zdolność poszczególnych jednostek i rodzin do utrzymania się.

Rządy inwestują w edukację

Rządy współczesnych państw zdają się rozumieć tę potrzebę. Rosną nakłady na szkolnictwo, na badania i rozwój, co według mnie jest bardzo słusznym posunięciem. W dzisiejszych czasach, wiedza zdobyta na studiach szybko się dezaktualizuje. Bardzo często to, co ludzie wiedzą dzisiaj nie jest tym samym, co muszą wiedzieć w pracy. Żeby się utrzymać, pracownicy muszą ciągle rozwijać swoje umiejętności, dokształcać się, brać udział w szkoleniach.

Chcą podnosić jakość kształcenia

Oprócz inwestowania środków w edukację, rządy państw chcą podnosić jakość kształcenia. I kolejny plus. Poziom współczesnej edukacji powinien być wysoki i w żadnym wypadku nie powinniśmy go obniżać. Problem jednak polega na tym, że podnoszenie standardów kształcenia najczęściej polega na usprawnianiu starego modelu. Próbujemy wynieść na wyższy poziom coś, co robiliśmy wcześniej. A to nie zadziała.

Inflacja wykształcenia

Jeszcze kilka dekad temu wykształcenie miało znaczenie. W Polsce, w czasach komunizmu, jeżeli ktoś ukończył studia nie musiał martwić się o pracę. Wtedy stopień naukowy miał stosunkowo dużą wartość rynkową. Dzisiaj już tak nie jest. Wyższe wykształcenie jest jak matura. Ponieważ wiele osób go posiada, jego wartość rynkowa spada. Dopadła nas inflacja wykształcenia.

Brak właściwych kwalifikacji

Jest taka znana dykteryjka o Janie Himilsbachu, która krąży w różnych wersjach.

Warszawa. Z nieba leje się piekielny skwar. Himilsbach razem z Janem Pietrzakiem, wędrują od kiosku do kiosku, w poszukiwaniu piwa. Wreszcie, na roku Książęcej, udało im się trafić na świeżą dostawę. Stoją tak uradowani, że udało im się to piwo wreszcie znaleźć, żłopią łyk za łykiem, a tu obok, ekipa remontuje chodnik. Młoty pneumatyczne wyją niczym wściekłe wilki, kurzy się piekielnie… Himilsbach patrzy, patrzy i mówi: „Patrz Janek, drogi, kurwa, budują, a iść nie ma dokąd”.

Wtedy ta historia stanowiła kwintesencję komunizmu. Dzisiaj, bardzo dobrze oddaje problem niedopasowania systemu szkolnictwa do rzeczywistych potrzeb pracodawców. Mimo, że obecnie, w większości firm posiadanie dyplomu stanowi podstawowe kryterium wstępnej selekcji kandydatów do pracy, w żaden sposób nie wpływa on na ostateczną decyzję o zatrudnieniu. Jako konsultant, na co dzień pracuję z bardzo różnymi firmami, i coraz częściej zdarza mi się słyszeć, jak osoby szukające kandydatów do pracy narzekają, że programy nauczania, począwszy od szkół aż po placówki akademickie, są rażąco (sic!) niedopasowane do bieżących potrzeb współczesnych organizacji.

Kogo szukają dzisiejsi pracodawcy?

Dzisiejsze firmy poszukują ludzi, którzy potrafiliby wykorzystać myślenie intuicyjne w swojej codziennej pracy w projekcie. Potrzebują ludzi kreatywnych, którzy potrafią się dobrze komunikować, pracować w zespole i są elastyczni. Potrzebują też ludzi pewnych siebie, którzy mają zdolność szybkiego dostosowywania się do nowych warunków pracy i otoczenia. Tradycyjny program nauczania nie jest tak zaprojektowany, żeby kształcić takich ludzi. Jest zupełnie do tych potrzeb niedopasowany.

Kształcimy idiotów?

„Współczesne uniwersytety kształcą idiotów” – usłyszałem kiedyś podczas rozmowy z jednym profesorem uniwersyteckim. No, co? Wiele osób tak twierdzi. „Obniża się poziom kształcenia w naszym kraju” – grzmią surmy zbrojne plemiennej starszyzny. „Rośnie nam społeczeństwo debili” – trąbią społeczni prorocy. Może i tak. Może pod względem tego, co było kiedyś, dawniejszych programów nauczania, te konstatacje są jak najbardziej słuszne. Ale czy faktycznie w dzisiejszych czasach, kiedy świat staje się coraz bardziej mały i współzależny; kiedy zmiany są nagłe, często dramatyczne – w dalszym ciągu, najlepszym rozwiązaniem jest poprawianie tego, co robiliśmy dobrze kiedyś? Czy podnoszenie jakości kształcenia jest jedyną słuszną reakcją? Prawda jest taka, że powinniśmy zrobić coś zupełnie innego.

Wszystkie odcinki cyklu: