Szkoła zabija kreatywność (cz. 2)

Cykl: Kreatywni
14 listopada 2013

4

Wiem, że, opisany w poprzednim wpisie, pomysł zniesienia ocen i dyplomów dla wielu z Was może wydawać się absurdalny. Trudno nam go sobie nawet wyobrazić w naszych polskich (i nie tylko polskich) realiach. A jednak, gdyby tak się nad tym głębiej zastanowić, przedstawiony eksperyment myślowy może nas doprowadzić do bardzo ciekawych wniosków.

Dziwny system ojca

Mój ojciec jest nauczycielem. Od 1981 roku uczy niestrudzenie w Regionalnym Centrum Edukacji Zawodowej w Nisku (wcześniej było to po prostu technikum z zawodówką), gdzie prowadzi pracownię elektroniczną i mechatroniczną. Pamiętam, że w czasach, gdy chodziłem jeszcze do liceum, temat jego pracy jakoś szczególnie mnie interesował. Sam byłem uczniem, i chciałem się trochę dowiedzieć, jak to jest po tej „drugiej stronie lustra”. Temat, który jednak jakoś szczególnie mnie interesował dotyczył wystawiania stopni. Byłem ciekaw w jaki sposób ojciec – jak by nie było członek pedagogicznej „rasy panów” – radzi sobie z ocenami. Pamiętam, że zawsze, kiedy go o to pytałem, rozbrajał mnie swoją odpowiedzią:

„Wiesz, mój system oceniania jest bardzo prosty. Dwójek w ogóle nie stawiam (wtedy nie było jeszcze jedynek i szóstek), tylko piątki i czwórki. Piątki są zarezerwowane dla tych najinteligentniejszych i najpoważniejszych uczniów, a czwórki dla leniwych i najmniej uzdolnionych”.

Niezrozumienie syna

Przyznam się, że wówczas jego podejście wzbudzało we mnie sporo kontrowersji. Najgorsze było to, że mimo tej czwórkowo-piątkowej skali, uczniowie ojca i tak się starali. Dużo bardziej niż na innych przedmiotach. I to właśnie w tym wszystkim było nienormalne. Bo mój ojciec, jako nauczyciel, odnosił całkiem spore sukcesy. Powiedziałbym, że dużo większe niż inni nauczyciele w szkole – ci, którzy, jak na złość, używali „tradycyjnej” skali ocen. Uczniowie ojca, rokrocznie brali udział w olimpiadzie innowacji technicznych (za każdym razem kilkunastu laureatów i kilkudziesięciu finalistów!), otrzymywali wyróżnienia za prace dyplomowe, których przedmiotem były różne, nietypowe wynalazki.

System niesprawiedliwy?

Kiedyś uważałem, że system ojca jest zgoła niesprawiedliwy. Bo, w zasadzie, każdemu uczniowi gwarantuje promocję do następnej klasy. Uczniowie de facto nie muszą się starać, żeby przejść do następnej klasy, i to z oceną „dobry” na świadectwie. „Jest to system nieobiektywny” – myślałem. „Promuje relatywizm w procesie oceny ucznia”. Czwórka u pana Chrapko z pewnością nie jest tą samą czwórką, którą wystawił inny, dowolny nauczyciel w szkole.

To wszystko prawda. Jednak dzisiaj mam na ten temat zupełnie inne zdanie.

Mentalność muła

Ojciec czasem zwierzał mi się z niektórych reakcji jego kolegów i koleżanek po fachu, na temat tego swojego czwórkowo-piątkowego podejścia. Część szanownej kadry pedagogicznej była poważnie oburzona. Inni reagowali konsternacją i niechęcią. Nic dziwnego. System ojca (nie mówiąc już o pomyśle całkowitego zniesienia stopni i dyplomów) pozbawiał ich przecież podstawowego mechanizmu pracy współczesnego pedagoga – kija i marchewki. Wszak na tym mechanizmie opiera się cała dzisiejsza edukacja.

Co by się stało z tym, z natury leniwym studentem, gdyby nauczycielom odebrano to, od lat nieodłącznie związane z ich zawodem, narzędzie wpływu? Byłaby to prawdziwa tragedia, nieprawdaż? Student niezdzielony batem ocen i dyplomów mógłby przecież przestać się starać, przestać chodzić na zajęcia, przestać systematycznie pracować w semestrze. Nie miałby żadnej wewnętrznej motywacji. Taki, niewychłostany student nie będzie uczestniczył w budowaniu naszej cywilizacji.

To wszystko prawda. Prawda, jeżeli założymy, że naszą cywilizację buduje zaprzęg bezimiennych mułów, z których każdy zna swoje miejsce w szeregu.

Muły w firmach

Mentalność muła jest bardzo rozpowszechnionym punktem widzenia. Ten niewolniczy światopogląd, został nam zaszczepiony, w zasadzie już od dziecka. W dorosłym życiu, kiedy zaczynamy pracować, ta systematyczna indoktrynacja zbiera swoje żniwo. Mentalność niewolników przenosi się na nasze życie zawodowe. Wkracza brutalnie w świat naszych firm, zespołów projektowych, realizowanych przedsięwzięć.

Mentalność niewolnicza zakłada, że świat dzisiejszych organizacji składa się z ludzi zupełnie przeciętnych; ludzi, którym się nic nie chce; którzy są z natury leniwi – jak muły. Taki pracownik z pewnością będzie robił wszystko, żeby przetrwać do piątku, żeby jakoś oszukać system i markować pracę. Rolą menedżera w takich firmach, podobnie jak nauczyciela, jest ciągła kontrola. „Ludzi trzeba dopilnować, bo jak nie, to zapanuje totalne rozpasanie i samowola”. Muł potrzebuje przejrzystych instrukcji. Potrzebuje procedur, żeby działać. Muł musi znać swoje miejsce w szeregu równych. Muł nie musi się wyróżniać. W zupełności wystarczy, jak będzie przeciętny.

Cywilizacja ludzi wolnych

Tymczasem, naszej cywilizacji, naszemu społeczeństwu – najlepiej służą ludzie wolni, a nie muły.

Celem zniesienia stopni i dyplomów nie jest ukaranie mułów, ale stworzenia odpowiednich warunków, które pozwolą im zamienić się w prawdziwie wolnych ludzi.

Wszystkie odcinki cyklu: