Satya Nadella, nowy CEO Microsoftu. Mnie intryguje.

Cykl: Menedżer Plus
9 lutego 2014

4

Habemus novum directorem! W tym tygodniu nad dachem Kaplicy Sykstyńskiej Microsoftu uniósł się  w końcu biały dym, zwiastujący wybór nowego CEO. Został nim Satya Nadella! Z pochodzenia Indus. Urodził się w Hyderabadzie, w Indiach. Tam też ukończył studia, i przeniósł się do Stanów. Nigdy nie zarządzał firmą. Ale to nic nie znaczy. Od 22 lat związany z Microsoftem. A to już znaczy bardzo dużo.

Nie jestem wielkim fanem produktów Microsoftu, ale też nie ukrywam, że byłem dość mocno wgnieciony w fotel, gdy po raz pierwszy przeczytałem notkę, którą nowo wybrany „papież” wysłał do swoich owieczek.

Dzisiejszy dzień jest dla mnie zupełnie zwyczajny. Przypomina mi mój pierwszy dzień w Microsoft, 22 lata temu. Tak jak ty, mogłem wtedy wybrać, gdzie chcę pracować. Przyszedłem tutaj, bo wierzyłem, że Microsoft to najlepsza firma na świecie. Potem zobaczyłem, że motywujemy ludzi, do robienia zupełnie magicznych rzeczy, i koniec końców do zmiany świata na lepsze. Wiedziałem, że nie było wówczas lepszej firmy, jeżeli chciałeś robić coś naprawdę sensownego. Ta sama inspiracja napędza mnie również dzisiaj.

Sami widzicie. Prosty i szczery przekaz. Nic z korpo-bełkotu, którymi epatują nasze firmy. Nadella od pierwszych kilku zdań daje się poznać jako zupełnie zwyczajny człowiek, który wie, co czuje każdy pracownik w firmie.

Uczucia

I właśnie. Mówi o uczuciach. Otwarcie. Bez skrępowania. Ostatnio koleżanka, która zawodowo pracuje jako coach, opowiadała mi o jednym kliencie –  członku kadry zarządzającej, który podczas kilku sesji coachingowych przepracowywał właśnie temat uczuć. I miał z tym niemały problem. W relacji do pracowników, podwładnych po prostu – nie potrafił mówić o tym, co czuje. Zwroty typu: „Podoba mi się to, co robisz”. „Cieszę się, że znaleźliście rozwiązanie” „Jestem z Was dumny – były mu zupełnie obce. Ciężko przez gardło przechodziły mu też uczucia negatywne, takie jak: „Nie jestem zadowolony”, „Czuję się rozczarowany”, „Nie jestem z tego zadowolony”.

Uczucia, mówienie o nich, manifestowanie ich, są bardzo ważnym elementem systemu zarządzania w XXI wieku, który próbuje przywrócić cały romantyzm, którego pozbawiła nas szkoła Taylora.

Ludzie

Drugim ważnym punktem, który mi się podobał w mailu Nadelli, i w który sam też głęboko wierzę, są LUDZIE. Nowy CEO dał wszystkim wyraźnie do zrozumienia, że sukces firmy zależy od ludzi, którzy w niej pracują. Zachęcił pracowników, żeby dali z siebie wszystko; żeby razem z nim przyczynili się do budowania nowej kultury w firmie.

(…) czasami nie doceniamy tego, co każdy z nas może zrobić, żeby pewne rzeczy mogły się wydarzyć i przeceniamy to, co inni muszą zrobić, żebyśmy mogli ruszyć naprzód. Musimy to zmienić.

Sens

Najciekawsza chyba w całym mailu jest jego ostatnia część, która dotyczy odkrywania sensu w pracy, którą na co dzień wykonujemy. Dzięki niemu ludzie mogą wyjść ze swoich kryjówek i zacząć wykorzystywać swoje naturalne talenty.

(…) ja naprawdę wierzę, że każdy z nas musi odnaleźć sens w tym, co robi – mówi Nadella. Najlepiej pracuje się wtedy, kiedy wiesz, że nie wykonujesz tylko pracy, ale COŚ, co przyczyni się do poprawy życia innych ludzi. To jest szansa, która popycha każdego z nas do pracy w tej firmie.

Ludzie, muszą zobaczyć sens w tym co robią. Rolą współczesnego menedżera jest to, żeby im w tym pomóc.

Richar Leider, którego książki wam serdecznie polecam, każde swoje wystąpienie zaczyna od słów: „Jakie są dwie najważniejsze rzeczy w twoim życiu?”. Pierwsza jest banalnie prosta. Raczej każdy powie, że dzień, w którym się urodził. Z drugą jest już trochę trudniej. Śmierć? Ależ skąd. Wtedy przecież wszystko się kończy. Skończenie szkoły, studiów? Małżeństwo? Dzieci? No tak. Wszystko to są znaczące punkty milowe na tym ziemskim padole, ale czy faktycznie kluczowe dla naszego życia?  Odpowiedź Leidera jest zgoła inna: „Drugi, najważniejszy dzień w twoim życiu, jest ten, w którym uświadomisz sobie DLACZEGO się urodziłeś”.

Nic dodać, nic ująć. Kiedy sobie uświadomicie, jakie jest wasze prawdziwe powołanie, od tej pory, wasze życie nabiera zupełnie innej perspektywy, innego rozmachy. Świat już nie jest taki sam. Podobnie jest z prowadzeniem firmy. Spróbujcie choć raz odpowiedzieć sobie na to pytanie: „DLACZEGO wasza firma istnieje? Po co została założona?”. „Jaki jest cel (wyższy cel), któremu służy?”. Zobaczycie, ile od tej odpowiedzi zależy. Wiele firm albo jej nie zna, albo zna, ale nie mówi o niej swoim pracownikom.

Pamiętam, że kiedyś mówienie o celu, misji, czy wizji firmy uważałem za miałkie, korporacyjne frazesy. Tak było dziesięć lat temu, kiedy zaczynałem swoją przygodę z projektami. Później, rok po roku, praca z ludźmi w przeróżnych firmach uczyła mnie, że jest to cenne spoiwo, cenny klej, cement, który przyczynia się do tworzenia naprawdę genialnych organizacji.

***

Satya Nadella… dla mnie: intrygujący, ludzki, szczery. Będę mu się przyglądał.