Zmienić DNA zarządzania

Cykl: Menedżer Plus
21 września 2013

3

Wczoraj wróciłem z trzeciej już edycji konferencji „Agile w Biznesie”, organizowanej przez Computerworld. Na imprezie pojawiło się blisko stu pięćdziesięciu polskich menedżerów, reprezentujących firmy o różnej wielkości i mających bardzo różne doświadczenia we wdrażaniu agile w swoich organizacjach. Widać, że jest to temat ważny, wobec którego nikt nie chce przejść obojętnie.
Miałem jednak nieodparte wrażenie, że wielu z Nas przez „agile” ciągle rozumie pewien zestaw narzędzi, metod i praktyk, których wdrożenie nastręcza firmom określonych wyzwań na różnych poziomach organizacji. Metody zwinne, takie jak Scrum, są ważne, bo narzucają pewnego rodzaju dyscyplinę. Stwarzają ramy dla naszych codziennych działań. Jednak od samych metod dużo ważniejsze są wartości, na których zostały one zbudowane – światopogląd, który się za nimi kryje. Decydując się na wdrożenie jakiejkolwiek innej zwinnej metody, oprócz tego, że zaczynamy stosować określony zestaw praktyk i narzędzi, razem z nim wprowadzamy także do naszej firmy – określoną filozofię pracy (zwinną), która w wielu wypadkach znacząco odbiega od tej, którą na co dzień stosujemy. I tutaj zaczyna się większość naszych problemów.

Zmienić DNA zarządzania

Bo sukces wdrożenia agile w organizacji polega przede wszystkim na zmianie jej DNA zarządzania. Jeżeli kiedykolwiek pracowaliście w dużej firmie, wiecie, że oczekiwanie od niej większej elastyczności w działaniach, przyznania więcej swobody zespołom, czy obdarzenia ludzi większym zaufaniem – jest jak nauczenie psa tańczyć tango. Pies to czworonóg. W jego naturze nie leży taniec. Nie został on zapisany w jego DNA. Podobnie jest z wieloma współczesnymi organizacjami. Ich DNA zarządzania skupia się na braku zaufania do pracowników, na traktowaniu ich jak nierobów, którzy czekają tylko, żeby przetrwać do piątku. Dlatego trzeba ich kontrolować – za pomocą procedur, instrukcji, audytów. W takich organizacjach menedżerowie szczycą się, że są dobrymi koordynatorami i organizatorami, nastawionymi na efektywność. Wyeliminowanie, przynajmniej części z tych uciążliwych kompromisów, może wymagać bardzo radykalnych działań.

Musicie sobie uświadomić, że wprowadzenie filozofii zwinności do firmy to coś więcej niż tylko stosowanie nowych zestawów technik i narzędzi. To zmiana dotychczasowego paradygmatu zarządzania. Paradygmat, to słowo, którym po raz pierwszy posłużył się amerykański fizyk i filozof nauki Thomas Kuhn, kiedy próbował opisać jak wygląda postęp w nauce. Według niego paradygmat to coś więcej niż sposób myślenia – to cała wizja świata i niewzruszone poczucie, które problemy warto rozwiązywać i które w ogóle są rozwiązywalne.

Więźniowie własnego paradygmatu

Wszyscy jesteśmy więźniami naszych paradygmatów. A jako menedżerowi jesteśmy ofiarami paradygmatu zarządzania, który wywodzi się jeszcze z czasów Fredericka Taylora. Jest to paradygmat, w którym wszystkie środki podporządkowane są produktywności; w którym prym wiodą procedury instrukcje; w którym krzewi się biurokracja wraz z jej standardowymi zachowaniami, ściśle określonymi funkcjami, precyzyjnie wyznaczonymi zadaniami i hierarchiczną strukturą władzy. Mimo, że wielu z nas bardzo często narzeka na biurokrację, to jednak wciąż jest ona obecna w wielu naszych organizacjach. Postępowi menedżerowi mogą oczywiście starać się wyeliminować, co bardziej absurdalne jej przejawy, jednak w rzeczywistości niewielu jest takich, którzy są w stanie wyobrazić sobie zupełnie inną perspektywę – bardziej zwinną. Większość z nas wciąż myśli jak psy, którym ktoś każe tańczyć tango.

Zmiana, która wymaga skoku

Kuhn mówi, że prawdziwy postęp w nauce może się dokonać tylko dzięki rewolucji. Osobiście widzę wielką szansę w filozofii agile. Szansę na stworzenie modelu zarządzania w XXI wieku, który dba o ludzką inicjatywę, kreatywność i pasję – dla wielu nieuchwytne, ale niezbędne składniki sukcesu w nowym tysiącleciu. Jest to dla nas ogromna szansa, która wymaga jednak skoku. Trzeba przeskoczyć bezrefleksyjne wyobrażenia, sprawdzone powszechnie praktyki, uwolnić się od utartych schematów myślenia i własnych wątpliwości. Żeby skoczyć, wcale nie musicie wykładać milionów polskich złotych, czy narażać własnych karier. Ale skoczyć musicie – przynajmniej w wyobraźni.