Szczepionka na zwinność

Cykl: Zwinna Firma
23 września 2013

3

Wielu z nas wychowało się w świecie, w którym robiliśmy to, co nam kazano. Zwłaszcza w szkole – uczyliśmy się, jak wykonywać instrukcje, jak być posłusznym. Pamiętam jak bardzo mnie to frustrowało, zwłaszcza na lekcjach języka polskiego w liceum, gdy nasza ukochana pani profesor forsowała jedyną i słuszną wizję podmiotu lirycznego w utworze. Od tej wizji chyba jednak bardziej wkurzali mnie ludzie, którzy tę wizję konsekwentnie wkuwali – bezmyślnie, na pamięć, z różnym skutkiem.

Szkoła zabija w nas inicjatywę

Niestety, szkoła wciąż nie uczy nas inicjatywy. Taki układ, skądinąd, dla wielu z nas jest bardzo wygodny. Ludzie dostają gotowy program – schemat myślenia, który wystarczy tylko wdrożyć zgodnie z instrukcją. Nie muszą być kreatywni. No chyba, że zgodnie z kluczem. Inicjatywa? Po co. Wystarczy, że będą wierni prawdzie, podyktowanej przez nauczyciela do zeszytu. Potem idą do pracy, i jest dokładnie tak samo. Mają szefa, który precyzyjnie mówi im, co mają robić. Przypisuje do zadań, kontroluje.

Święty Graal współczesnych organizacji

Tymczasem świat współczesnych organizacji ma nowego Świętego Graala: innowacyjność. Firmy na coraz większą skalę wprowadzają nowe metody i narzędzia, które mentalnie (dosłownie) zrywają z całą dotychczasową teorią i praktyką zarządzania, zapoczątkowaną jeszcze przez Fredericka Taylora. Był to model, w dużej mierze wyznaczały 3 cechy: zastępowalność pracowników, kontrola i biurokracja oraz niezabieganie o klienta. Dziś ogromna większość firm jest zgodna: tak dłużej się nie da. Potrzebujemy wyzwolić w pracownikach nowe pokłady energii, wzbudzić w nich lojalność, wzmocnić inicjatywę i kreatywność. Tylko wtedy będziemy mogli konkurować. Jak to zrobić? Trzeba im dać więcej samodzielności, pozwolić się zorganizować. Także menedżerowie powinni być inni. Powinni być bardziej wyrozumiali… na błędy pracowników, powinni bardziej inspirować. To bardzo mądre zasady. Tylko, nie wiedzieć czemu jest tak, że gdy chcemy je wdrożyć, nagle napotykamy opór: pracowników, szefów, organizacji. Ten układ kłóci się z naszym dotychczasowym podejściem, które od lat było nam konsekwentnie wpajane w szkole.

Źródłem problemu jest system

I problemem nie są nawet nauczyciele. Wielu z nich, to naprawdę wybitni ludzie, którzy próbują coś z nas wykrzesać. Źródłem problemu jest system, który karze artystów i nagradza biurokratów.

Bardzo mocno solidaryzuje się z tym, co powiedział kiedyś Łukasz Ługowski, dyrektor warszawskiego LO Kąt dla trudnej młodzieży:

„Trzeba zmienić cały nasz układ szkolny. U nas pracujemy wyłącznie indywidualnie, a jak ktoś pracuje grupowo to mówimy mu: nie ściągaj. A druga rzecz: szkoła polega na tym, że łapiemy ucznia na błędach i za każdy błąd obniżamy ocenę. Nie premiujemy ucznia za to, co potrafi, tylko punktujemy to, w czym odstaje od wzorca. Trzeba ich jak najczęściej pytać o ich zdanie. Jak ci się podoba? Co o tym myślisz?”

Szkoła i strach

Nie ma się, co dziwić, że ludzie nauczyli się dopasowywać do otoczenia, rozwiązywać pełne schematycznego myślenia testy, nie wychylać się i wypełniać polecenia. Takie podejście przecież, od dziesięcioleci wpajała nam szkoła. Podejście, które do realizacji swoich celów wykorzystuje strach. Strach przed klasówką. Strach przed złą oceną. Strach przed trudnością w znalezieniu pracy. Strach przed niedopasowaniem.

Nie ma się, co dziwić, że menedżerowie, wyższa kadra kierownicza, ale i pracownicy marszczą brwi, gdy słyszą o nowych wartościach, bardziej zwinnych. Ludzie nie nauczą się innowacyjności, wychodzenia poza utarte schematy myślenia, jeśli od dziecka będziemy w ten sposób kształtować ich światopogląd. Strach i ciągła dyscyplina, to dobre narzędzia do wkuwania (często bezmyślnego) ogromnej liczby faktów i różnego rodzaju danych, wpajając ludziom zasadę posłuszeństwa. Taki system kształtuje jednak ludzi zupełnie przeciętnych, miernych wyrobników, anonimowo wykonujących swoją pracę. Ludzi, którym brak pewności siebie. Ludzi z kryjówek.

O co ten dym

I nie twierdzę, że szkoły są niepotrzebne. Nie twierdzę też, że obecny system szkolnictwa przekreśla jakąkolwiek możliwość wprowadzania zwinnych metod zarządzania w naszych firmach. Twierdzę natomiast, że, gdyby szkoły uczyły nas bardziej odważnego myślenia, bardziej samodzielnego; gdyby skupiały się na rozwiązywaniu ciekawych problemów a nie wkuwaniu suchych faktów; gdyby bardziej przedkładały pracę zespołową nad indywidualizm prymusa – zwinna transformacja byłaby szybsza i prawie że naturalna.