Siła lidera

Cykl: Menedżer Plus
7 grudnia 2013

4

To spotkanie miało być zupełnie zwyczajne. Nikt przynajmniej nie przypuszczał, że będzie miało charakter epokowy i stanie się prawdziwym przełomem w światowej polityce. 17 czerwca 1994 roku François Pienaar, kapitan drużyny rugby Springboks spotyka się z Nelsonem Mandelą.
Pienaar bardzo się denerwował tym spotkaniem. Miał wówczas 27 lat, a starszy od niego o 50 lat Mandela był już wtedy prezydentem. Pienaar pochodził z zupełnie przeciętnej robotniczej rodziny afrykańskiej z Vereeniging i wcale nie uważał się za wyjątkową osobę. A jednak, zrobił na prezydencie bardzo duże wrażenie. Mandela tak go wspominał:

„Nie przypominał typowego wytworu społeczeństwa apartheidu. Wydał mi się sympatyczny i wyczuwałem, że ma postępowe poglądy”.

Prezydent chciał, żeby rugby zjednoczyło naród, i od momentu spotkania wiedział, że Pienaar mu w tym pomoże.

Gigantyczna presja

John Carlin, autor książki Playing the Enemy: Nelson Mandela and the Game that Changed a Nation, napisał:

„Często w innych dyscyplinach rola kapitana ma znaczenie ceremonialne lub uznaniowe, ale w rugby jest naprawdę ważna. Kapitan w trakcie meczu decyduje o taktycznych posunięciach, czym na przykład w amerykańskim futbolu zajmuje się trener, i zgodnie z tradycją tej dyscypliny cieszy się pewnym szczególnym autorytetem”.

W dniu finału Pucharu Świata, 24 czerwca 1995 roku, autorytet był Pienaarowi szczególnie potrzebny. Szanse na wygraną z All Blacks były praktycznie równe zeru. Jak dotąd, Nowozelandczycy wygrywali dziewięć spotkań na dziesięć. Poza tym, przygotowaniom do meczu towarzyszyło niesamowite napięcie. Zawodnicy Springboks czuli się jakby od wewnątrz trawiła ich jakaś przerażająca choroba.

„Presja była gigantyczna – wspomina Kobus Wiese, zawodnik Springbroks. – Potężna (…). Bałem się potwornie, bałem się, że zawiodę te wszystkie miliony kibiców”.

Niezwyczajny mecz

Kiedy na meczu w Ellis Park pojawił się sam Nelson Mandela było już jasne, że nie będzie to zwyczajny pucharowy mecz. Atmosfera była niesamowita. Tłumy na arenach śpiewały Shosholozę. Była to pieśń czarnoskórych robotników z kopalni złota w okolicach Johannesburga, która została uznana za oficjalny hymn Pucharu Świata.

Gdy Mandela wszedł na murawę, żeby przywitać się z zawodnikami, stadion zamarł w bezruchu. Prezydent miał na sobie symbol, który skupiał nienawiść wszystkich czarnoskórych mieszkańców RPA: zieloną koszulkę Springboks. Był to bardzo sprytnie przemyślany gest. Teraz nie wykorzystywał już rugby do celów politycznych, ale sam stał się rugbistą. Zdobył wiarygodność.

A jednak zwycięstwo

Mecz nie należał do łatwych. Pod koniec pierwszej części było 9:6 dla RPA. Ale już w drugiej połowie All Blacks wyrównali. Zawodnicy Springboks byli coraz bardziej zmęczeni. Podczas jednej z przerw w grze Pinaar zwrócił się do nich w następujący sposób:

„Widzicie te flagi? Grajcie dla tych ludzi, to dla nas jedyna szansa”.

Dziesięć minut przed końcem meczu było 12:12. Dopiero w dogrywce Joel Stransky ze Springboks zdobył gola, który przesądził o zwycięstwie. Zwodnicy All Blacks, mimo niemalże pewnej przewagi, mimo swoich ogromnych sił i sprytu, nie byli w stanie przebić się przez obronę Springbroks. W sposób zupełnie spektakularny i niespodziewany, Puchar Świata 1995 zdobyła drużyna z RPA.

Zbiorowe świętowanie

Na ulicach Republiki Południowej Afryki rozpętało się prawdziwe szaleństwo. Ludzie zaczęli zbiorowe świętowanie. Arcybiskup Tutu wspomina ten moment następująco:

„Dla nas tego dnia dokonała się rewolucja (…). Ten mecz poderwał nas do działania. Uświadomił nam, że naprawdę możemy stać się jednym narodem”.

Siła lidera

Pinaar, chociaż z pewnością sam tak o sobie nie myślał, miał kilka cech wspólnych z Nelsonem Mandelą. Będąc kapitanem narodowej drużyny rugby musiał być autentycznym liderem. Wymagano od niego dużo więcej niż od innych – szybszego biegania, gry z większym oddaniem. Na boisku musiał na bieżąco korygować przyjętą strategię, musiał umieć motywować zawodników, podnosić ich morale, zwłaszcza wtedy, gdy dostawali niezłe lanie. Wymagało się od niego nieludzkiej wręcz cierpliwości i panowania nad emocjami, empatii, zrozumienia zawodników, a także znajomości ich słabych i mocnych stron. Kapitan drużyny Springbroks, zwyczajny gość z Vereeniging, razem ze swoim wspaniałym zespołem dał świetny przykład, do czego może doprowadzić wizja i dyscyplina w projekcie.

Ludzie lubią jak się od nich wymaga

To nie prawda, że ludzie nie lubią jak się od nich wymaga. Ludzie chcą, żeby coś ich poruszyło, żeby zainspirowało w codziennej pracy, którą wykonują. Chcą wierzyć w coś wielkiego – mieć jakiś szczytny cel. W psychologii istnieje pojęcie efektu Pigmaliona. Jest to zjawisko, które polega na tym, że im większe wiąże się z kimś oczekiwania, tym lepiej ta osoba sobie radzi i osiąga lepsze wyniki. Innymi słowy, jeżeli będziecie stawiać ludziom większe wyzwania w postaci szczytnych celów, dadzą z siebie wszystko, żeby tym wyzwaniom sprostać. Naukowcy stwierdzili, że wysokie oczekiwania działają trochę tak, jak samospełniająca się przepowiednia. Jeżeli lider przekazuje zespołowi fascynującą wizję i stawia mu wysokie wymagania, zespół będzie robił wszystko, na co go stać, żeby te oczekiwania spełnić.