Mary Parker Follet – Matka zwinnego zarządzania

Cykl: Kreatywni
5 sierpnia 2014

2

„Dziwnie dziwne” jakby powiedział Wielki Elektronik w „Podróżach Pana Kleksa”. No bo jest tyle różnych „starych” myśli w zarządzaniu, o których dzisiaj mówi się jako zupełnie nowatorskich. Ostatnio wpadła mi w ręce książka „Creative Experience”, dzięki której zaliczyłem intelektualny „opad szczeny”.Jej autorką jest Mary Parker Follet. Dziś zupełnie zapomniana. Co ciekawe, żyła w tym samym czasie, co Frederick Taylor, którego ostro krytykowała. Zarzucała mu, że jego podejście do zarządzania jest jednostronne i bardzo mechanistyczne, że pomija aspekt ludzki. Im bardziej zagłębiałem się w lekturze „Creative Experience”, tym mocniej przecierałem oczy z niedowierzaniem. No, bo jak się nie dziwić, kiedy ktoś w 1924 roku miał takie przemyślenia:

  1. Władza nie powinna być funkcją siły, ale umiejętnością wzmacniania poczucia siły u tych, którymi się włada. Najważniejszym zadaniem lidera jest rozwój innych liderów.
  2. Postrzeganie decyzji jako alternatywy między wygraną, a przegraną osłabia wszystkich zaangażowanych. Trudne problemy najlepiej rozwiązywać nie poprzez narzucanie jednego punktu widzenia kosztem pozostałych, ale poprzez dążenie do znalezienia rozwiązania wyższego rzędu, w którym różne perspektywy staną się częścią całości.
  3. Duża organizacja to zbiór lokalnych społeczności. Rozwój jednostek oraz instytucji jest największy, jeżeli społeczności te dysponują maksymalnym z możliwych prawem do samostanowienia.

Tych kilka myśli można zamknąć w trzech głównych trendach, które są dzisiaj bardzo popularne we współczesnej praktyce zarządzania: przywództwo służebne (ang. servant leadership), siła różnorodności, samoorganizacja zespołów. Co ciekawe, Follet nie była żadnym teoretykiem zarządzania. Wręcz przeciwnie, jej poglądy wynikały z doświadczeń, które zdobyła podczas pracy przy organizowaniu lokalnej społeczności w gminie Roxbury, w Bostonie. Tam, Follet szybko przekonała się, że dotychczasowe praktyki zarządzania nijak mają się do rzeczywistości, z którą musiała się zmierzyć. Jej pozycja startowa była bardzo trudna. Nie miała żadnej formalnej władzy nad sąsiadami, a w jakiś sposób musiała pogodzić interesy różnych zwaśnionych frakcji. W ten sposób doszła do wniosku, że zarządzanie to „sztuka osiągania celów za pomocą innych ludzi”. Jej poglądy, o całe lata świetlne wyprzedzały epokę, w której żyła.

***

Czapki z głów, Pani Follet! Dla mnie jest Pani matką zwinnego zarządzania. Dodam, że jest to bardzo uprzywilejowane miejsce. Wszak, matka jest tylko jedna.