Wywiad: Adam Kwiecień o frajdzie bycia Scrum Masterem

Cykl: Kreatywni
7 maja 2014

7

Myślę, że to dobry moment, żeby zacząć nową serię na moim blogu: wywiady. Zobaczymy, w jakim kierunku to się rozwinie. Póki co, chciałbym, żeby tematem przewodnim były różne ciekawe trendy we współczesnej teorii i praktyce zarządzania. A osoby?

Adam Kwiecień_wywiad2a
Adam Kwiecień, Agile Coach & Scrum Master

Na pierwszy ogień: Adam Kwiecień, Scrum Master w dużej, międzynarodowej firmie z branży telekomunikacyjnej. Od jakiegoś czasu układam sobie w głowie listę najlepszych Scrum Masterów, z którymi przyszło mi pracować, i póki co, Adam, od dobrych kilku miesięcy okupuje pierwsze miejsce. Z Adamem spotkaliśmy się pod koniec ubiegłego roku, w Warszawie. Prowadziłem cykl warsztatów strategicznych dla kilku projektów, podczas których planowaliśmy co i jak. Im więcej rozmawialiśmy, tym bardziej byłem przekonany, że Adam jest modelowym przykładem, jak rola Scrum Mastera powinna wyglądać w praktyce. Posłuchajcie, bo facet mądrze mówi.

Adam, byłeś chyba pierwszym Scrum Masterem w obszarze IT w twojej firmie. Pamiętam, że wyszło to tak jakoś naturalnie. Na warsztatach zastanawialiśmy nad konfiguracją pierwszych zespołów scrumowych i kiedy doszło do roli Scrum Mastera, ktoś na sali wypalił: „Może Adam!?” Z jednej strony zostałeś „polecony”, z drugiej, wcale nie oponowałeś (śmiech). Dlaczego „Scrum Master”?

Wiesz… chyba dlatego, że od zawsze kręciło mnie działanie zespołowe. Lubiłem obserwować dynamikę grupy – kombinować, co trzeba zrobić, komu i jak pomóc, żeby zespół jako całość mógł iść do przodu. Jakiś czas temu okazało się, że jest taki zawód, gdzie te wszystkie umiejętności i swoją osobistą pasję mogę wykorzystać: Scrum Master, a nawet Super Scrum Master (śmiech), czy Agile Coach. Kilka razy w życiu widziałem jak powstaje synergia i z grupy zatrudnionych w jednej firmie, zupełnie obcych sobie osób powstaje zespół, który nie wiedzieć czemu potrafi zrobić wszystko, absolutnie wszystko, żeby dojść do celu. Na dodatek kilka razy szybciej i z uśmiechem. Czy byłem pierwszy? Nie, kiedy zaczęliśmy w całej organizacji szukać ludzi, którzy mieli już coś wspólnego z Agile i Scrum lub, po prostu, byli pasjonatami zwinnego podejścia – znaleźliśmy kilka osób. Niektóre z nich pracowały w ten sposób już kilka lat temu, również w roli Scrum Masterów.

Tak, uśmiech w pracy Scrum Mastera jest bardzo ważny. Mało się o nim mówi. Ale chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Wiele razy miałem okazję widzieć Cię w akcji, podpatrywałem Cię jak pracujesz, jak się dogadujesz z ludźmi, jak zadajesz pytania… Masz w sobie coś takiego, co powoduje, że jesteś trochę jak białko transportujące dobrą energię w zespole…

Pewnie coś w tym jest. (śmiech) Ludzie często mówią, że jestem fajnym gościem, że lubią ze mną pracować, że mam dar przekonywania, że wprowadzam dobrą atmosferę, ale nie mam tego na piśmie, musisz kogoś o to sam spytać. (śmiech) Jeszcze ze szkoły pamiętam, że potrafiłem pracować jednocześnie z osobami, które się serdecznie nie znosiły. Jednym z moich mott życiowych i zawodowych jest „Każdy jest potencjalnym asem. Nie pozwól, żeby pozory cię zmyliły”. (to chyba z Blanchard’a jest). Poza tym, pamiętam jedną sytuację z czasów szkolnych, to było naprawdę dawno temu (śmiech). Byłem wtedy w drużynie zuchów i mieliśmy jakieś zadanie do wykonania. Zanim zabraliśmy się do jego zrealizowania, przypisałem kolegom określone obszary działań i podzieliłem kompetencje w zespole. Dzisiaj, już nie pamiętam dobrze, co z tego wyszło, to był tylko eksperyment, ale czułem, że każdy powinien robić to, co lubi i w czym czuje się dobry. Miałem poczucia, że wiem, co koledzy potrafią wykonać lepiej od innych i co lubią. Dzisiaj, już jako Scrum Master, lubię odkrywać, co ludzie lubią robić i kim być, lubię widzieć jak to robią, i że sprawia im to radość. Nawet jak tego wprost nie chcą pokazać.

Dużo w tym wszystkim słowa „lubię” (śmiech). Jest tego więcej?

Pewnie! (śmiech) Lubię używać słowa „nie wiem”, wtedy kiedy nie wiem. Tak się szybciej dochodzi do rozwiązań. Lubię czytać w ludzkich emocjach. Mam takie ćwiczenie codzienne, jadąc autobusem, idąc po ulicy patrzę na twarze ludzi, na ich zachowania i próbuję nazwać ich emocje, myśli, uczucia. Spróbuj kiedyś, fajna zabawa, rozwija kreatywność, spostrzegawczość, empatię i pewnie parę innych rzeczy. Lubię informację zwrotną, to takie pomaganie sobie w komunikacji. Kiedy pomagamy sobie nawzajem się zrozumieć – łatwiej się żyje. Aaa… jeszcze lubię gryźć się w język i patrzeć, jak ludzie i zespoły same dochodzą do wniosków i działań. No i… lubię lubić, to co robię. (śmiech)

A co, Twoim zdaniem, jest najważniejsze w codziennej pracy Scrum Mastera?

Myślę, że praca nad scementowaniem ludzi w zespole jest kluczowa, żeby to wszystko zadziałało. Byłem kiedyś w kabinie pilotów samolotu pasażerskiego podczas lądowania. Widziałem jak w ciągu kilku minut piloci wykonują dziesiątki czynności, działając w zasadzie jak jeden organizm; tak jakby czytali sobie w myślach. To przykład niesamowicie efektywnej komunikacji, błyskawicznego rozwiązywanie problemów. Oczywiście opierało się to na procedurach i nawykach, ale piloci bez zgrania, bez tworzenia jednego zespołu nie mogliby efektywnie wykorzystać tych procedur. Często przypominam sobie tę sytuację, kiedy mam jakiś problem związany z komunikacją w zespole.

Jesteś typem Scrum Mastera „korporacyjnego”. Używam tego określenia celowo, żeby pokazać trochę inny rodzaj wyzwań, z którym Scrum Master musi się zmierzyć w korporacji.

Oj tak, w korporacji jest naprawdę duże pole do popisu. Niby mamy tysiące procedur i niby nic ważnego nie można zrobić bez akceptacji i formularzy. Ale wszystkie te procedury i systemy są tak skomplikowane, że zawsze zadania można zrobić na kilka sposobów, z różnymi osobami. Zawsze jest jakieś inne rozwiązanie. I to czuję codziennie. Fantastyczne pole do ćwiczenia kreatywności, w tym dobrym znaczeniu. Dzięki kilku sprzyjającym sytuacjom zdecydowaliśmy pod koniec ubiegłego roku, że stawiamy na praktykę zamiast zbyt długiego analizowania, planowania i prób przewidzenia, jakie będą efekty naszych działań. W ten sposób z dnia na dzień rozpoczęliśmy wdrażanie filozofii agile w IT. „Zwinność” dotknęła łącznie sześciu projektów, które były na różnych etapach prac rozwojowych. I nagle okazało się, że na dowolne pytanie, o to jak prowadzić projekty w trybie zwinnym, oprócz samej metody i teorii, mam mnóstwo doświadczeń i przykładów z pola walki. Dokładnie je pamiętam, bo byłem w środku tego pola i była to moja osobista sprawa. To bezcenne doświadczenie.

Kiedyś powiedziałeś mi, że wszystkie pryncypia i zasady manifestu agile są również twoimi osobistymi przekonaniami. Czy to wciąż prawda?

Tak, to się nie zmieniło. Filozofię zwinności staram się stosować „pojedynczo”, i w życiu zawodowym i prywatnym. Doświadczałem ich skuteczności w sytuacjach gdzie myślenie predykcyjno-kaskadowe jest mocno zakorzenione. Nie trzeba być w 100% agile, żeby wpływać na efektywność lub zadowolenie. Każda z zasad manifestu agile jest dla mnie wartością samą w sobie. I tak właśnie staram się pracować z ludźmi, z projektami, z produktami. Miałem szczęście trafić do środowiska, gdzie te zasady są sposobem pracy. Dodatkowo, dookoła jest mnóstwo obszarów, z którymi trzeba współpracować, i gdzie panują całkiem inne zasady. I ta współpraca oraz możliwość i konieczność dostosowywania narzędzi, także podejścia, podoba mi się chyba jeszcze bardziej, niż samo czyste, wyabstrahowane środowisko agile’owe. Zawsze uwielbiałem pracę „na styku”.

Jesteś już Scrum Masterem z pewnym przebiegiem. (śmiech) Z naszych prywatnych rozmów, wiem, że często lubisz używać różnych analogii do sportu. Pozwól, że wykorzystam jedną z nich do sformułowania mojego następnego pytania. Jak Twoim zdaniem powinien wyglądać pierwszy trening świeżo upieczonego Scrum Mastera?

Tak, lubię posługiwać się językiem sportowym, bo sam trenowałem różne sporty, m.in. judo. Odpowiadając na Twoje pytanie, zacznę od pytania: zgadnij, od czego zaczyna się typowy trening?

Nie mam pojęcia, nigdy nie ćwiczyłem judo (śmiech)

Najpierw musisz nauczyć się przewracać i być rzucanym o matę tak, żeby nic ci się nie stało, żebyś mógł błyskawicznie wstać i walczyć dalej. Można powiedzieć, że przewracanie się i porażki wyćwiczyłem w dzieciństwie.  (śmiech) Teraz pomaga mi to uczyć się na własnych błędach. Podobno na cudzych nie można. To zbyt trudne. Pierwszy trening Scrum Mastera powinien być właśnie uczeniem się upadania.  Mam dobre nawyki z uprawiania sportu. Wiem, że przewrócę się jeszcze nie raz, i że wstanę silniejszy. Chociaż może również bardziej zmęczony. Regeneracja to również umiejętność ważna w sporcie i w pracy Scrum Mastera.  Niestety tej sztuki jeszcze nie opanowałem. Nadal ćwiczę (śmiech).

Autor zdjęcia: Paweł Małaczek, PSMSTUDIO