Singapur – Różnorodność

Cykl: Kreatywni
21 stycznia 2014

2

Singapur jest wymarzonym miejscem dla „kreatywnych”. Teraz, po dwóch tygodniach mojej, niczym nie skrępowanej „flanerki”, mogę to tylko potwierdzić. W tym mieście jest COŚ, co powoduje, że całymi tabunami ciągną tutaj, niczym do swojej Mekki, członkowie klasy kreatywnej. Tym CZYMŚ jest RÓŻNORODNOŚĆ.

Gdybym kiedykolwiek w życiu miał podejmować decyzję o wyborze miejsca zamieszkania i pracy, różnorodność znalazłaby się na pierwszym miejscu wśród czynników, od których zależałby kierunek moich poszukiwań. Ponieważ, ze względu na wykonywaną pracę dużo podróżuję, zdążyłem się już przekonać, że:

  • Lubię miejsca otwarte
  • Lubię miejsca silnie zróżnicowane
  • Lubię miejsca, w których roi się od różnych ras, kultur
  • Lubię miejsca w których mieszkają ludzie w różnym wieku
  • Lubię miejsca, w których możesz napatoczyć się na „odmieńców”, ludzi wyglądających „inaczej”
  • Lubię miejsca tolerancyjne

Pod tym względem Singapur spełnia każde z moich oczekiwań. Duży LAJK!

W jednym z moich ostatnich wpisów, pisałem, że w firmie, w której obecnie pracuję tylko 25% to rodowici mieszkańcy Singapuru. Reszta to: Chińczycy, Indusi, Filipińczycy, Indonezyjczycy i mieszkańcy Malezji. Zróżnicowani. Inni. Singapur im odpowiada, bo jest to miasto, w którym każdy z nich może znaleźć swoją społeczność. A to oznacza, że Muzułmanin może pomodlić się w meczecie. Chińczyk zrobić zakupy w chińskim warzywniaku. A Indus spotkać się ze znajomym ze swojego kraju.

Różnorodność to także „emocje” i „energia”. „Kreatywni” lubią, z różnych stron, doświadczać różnego rodzaju wpływów. Lubią wymieniać poglądy, wadzić się, spierać. Chcą próbować różnego rodzaju jedzenia, słuchać różnego rodzaju muzyki. Wreszcie, chcą się spotykać z różnymi ludźmi, nawiązywać znajomości z „odmieńcami”. Bonnie Menes Kahn w swojej książce Cosmopolitan City podkreśla, że wielkie miasta posiadają dwie bardzo charakterystyczne cechy:

  1. Tolerowanie „obcych” oraz
  2. Brak tolerancji dla przeciętności.

To bardzo ciekawe. Bo akurat te dwie cechy sprzyjają również innowacyjności i przedsiębiorczości, także podejmowaniu ryzyka.

***

Żeby nie być gołosłownym, poniżej kilka „flaner-fotos”, z kilku moich ostatnich miejskich-włóczęg (różnorodnych). Enjoy!

 

DSC_0169
Ludziska w Chinatown
DSC_0297
Buty przed wejściem do świątyni w Little India
DSC_0333
To też Little India
DSC_0198_02
Przygotowania do Chińskiego Nowego Roku
DSC_0208_02
Element ulicznej dekoracji w Chinatown, także noworocznej
DSC_0428
Miejsce, którego mi bardzo brakuje – Food Courts, czyli tanie, smaczne jedzenie, prosto z ulicy
DSC_0091
Clarke Quay, to najbardziej imprezowa dzielnica w Singapurze – nie dawali mi spać w nocy, bo miałem hotel „z-widokiem-na”
DSC_0498
Hotel Marina Bay Sands i widok na zatokę
DSC_0510
Merlion, głowa lwa – wizytówka Singapuru. Wściekle pluje wodą
DSC_0486
Alien na rowerze