Co ma wspólnego perkusja z prowadzeniem spotkań w projekcie?

Cykl: Menedżer Plus
9 czerwca 2014

3

Dzisiaj garść myśli, które pojawiły się w mojej głowie po przeczytaniu artykułu ks. Michała Hellera (jego „Filozofia przypadku” wciąż leży na biurku i czeka na lekturę) pt. „Zmieniać by zachować”. Tekst ukazał się na łamach Tygodnika Powszechnego, w związku z pierwszą edycją Copernicus Festival, który kilka tygodni temu odbył się w Krakowie. Oto parę inspirujących linijek:

Strategia prawdy jest odmienna: najpierw trzeba umieć przenieść się z jednego układu do drugiego, wyjść poza swój punkt widzenia, spojrzeć wokół oczami drugiego, zachowując jednak krytycyzm, także pod swoim adresem; dopiero wtedy może zarysować się cień czegoś, co jest trwałe – niezmiennika.

Ks. Prof. Michał Heller

Uderzam od razu, w samo sedno problemu: spotkania projektowe oraz ich jałowość. To nasza odwieczna bolączka, prawda? Tekst ks. Hellera dotyka sztuki prowadzenia dialogu, nie dyskusji. Tego nam tak naprawdę na spotkaniach projektowych bardzo brakuje. To powoduje, że są nieefektywne. W gruncie rzeczy tracimy czas, ścieramy się, za wszelką cenę chcemy przeforsować własną opinię. Nasze dyskusje projektowe w wielu wypadkach przypominają grę w ping-ponga. Ludzie, tak zaciekle bronią swoich pomysłów, żeby nie stracić twarzy. Taka komunikacja jest bardzo nieskuteczna. Tłumi poglądy słuszne. Knebluje usta prawdzie.

Dyskusja

Skuteczna rozmowa, to nie dyskusja, której pełno jest na naszych „debatach” projektowych. „Dyskusja” (łac. discussio) ma taki sam źródłosłów, co „perkusja” (łac. percussio). W jednym i drugim przypadku chodzi o pewnego rodzaju wstrząs, uderzenie. Zauważcie, jak wygląda większość naszych spotkań projektowych. Ludzie wyskakują z różnymi pomysłami, komentarzami, uwagami, które następnie starają się obronić za wszelką cenę. Stawiają jakąś tezę i walczą z innymi głosami. Bardzo często jest to walka ponad wszystko. Walka bez sensu. Tylko po to, żeby coś komuś udowodnić. Najczęściej to, że to ja mam rację. Wiele razy brałem udział w spotkaniach, gdzie głos w dyskusji zabierały osoby, które doskonale wiedziały, że nie mają racji, ale nie wypadało im się przyznać do błędu. Tak bardzo często jest w przypadku menedżerów. Nawet, jeśli nie mają racji upierają się, że „tak właśnie jest”. Myślę, że w wielu wypadkach robią to już nieświadomie. W dużym stopniu jest to wina systemu, który w większości naszych organizacji jest mocno hierarchiczny. A hierarchia i mocno związana z nią autoryzacja władzy, utrudnia dialog.

Dialog

„Dialog” pochodzi od greckiego słowa dialogosDia znaczy „przez”, a logos – „słowo”, a w szerszym kontekście także „znaczenie”.  Dialog to rozmowa, w której następuje swobodny przepływ znaczenia. Dialog uczy samodzielnego myślenia, które rodzi kreatywność i innowacyjność. W dialogu musimy zaakceptować, że wszyscy jesteśmy równi. Co wcale nie oznacza, że musimy się wyzbyć naszych przekonań. Nasze osobiste poglądy na dany temat, być może, skąd inąd słuszne, powinniśmy na chwilę „zawiesić”, a więc założyć, że w każdym momencie mogą ulec zmianie. Ale niekoniecznie. To będzie zależało od tego, w jakim kierunku dialog się potoczy. „Zawieszenie” osobistych przekonań ułatwi nam „przechodzenie między układami”, wychodzenie poza własny punkt widzenia, akceptację poglądów innych osób. Oswoi nas także z krytycyzmem, który w dialogu jest czymś naturalnym.

Dlatego właśnie dialog może być szczególnie trudny dla menedżerów. Bo hierarchia w firmie jest przeciwieństwem dialogu. I trudno od niej uciec. Jeżeli jesteście przyzwyczajeni do tego, że wasza opinia jest zawsze najważniejsza, ze względu na stanowisko, które zajmujecie – musicie wyzbyć się tego przywileju. Bo dialog wymaga, żeby innych uczestników rozmowy traktować jak partnerów. Partnerstwo spowoduje, że ludzie nie będą bać się wyrażać swoich opinii.

Myślę, że dialog będzie ważnym elementem praktyki zarządzania w XXI wieku. Dawanie większej swobody zespołom projektowym, zwiększenie nacisku na kreatywność i innowację, także temat zwinności firmy – to tylko przykłady działań, w których dialog ma dużo większą wartość niż udowadnianie całemu światu, że to JA mam rację. Dzisiaj tempo zmian w naszych firmach jest tak duże, że na jałowość spotkań po prostu nie ma już czasu.