Przedśmiertna sekcja zwłok projektu

Cykl: Menedżer Plus
6 czerwca 2014

2

Pamiętam jak kiedyś poruszyła mnie dogłebnie ballada „Undertow” zespołu Genesis, i te słowa: „If this were the last day of your life, my friend – Tell me, what you think you would do then?”

A gdyby tak faktycznie było. Pomyślcie o tym przez chwilę. Co by się stało, gdybyście zniknęli zawodowo? Pomyślcie o projektach, które prowadzicie… Pomyślcie o zespołach, w których pracujecie… Pomyślcie o firmach, które założyliście… O produktach, które rozwijacie… Czy ktoś w ogóle zauważy, że Was nie ma?

 

Gdyby Wasz projekt okazał się kompletną klapą…

Ostatnio, wspólnie z zespołem wdrożeniowym podczas jednej z retrospektyw w projekcie zlekceważyliśmy totalnie dotychczasowe podejście. Zamiast przyglądać się temu, co było, popatrzyliśmy na to, co może nas czekać. Podczas spotkania, każdy z nas, przez chwilę, próbował sobie wyobrazić, co by było, gdyby nam nie wyszło, gdyby nasz projekt zakończył się kompletną klapą. Zrobiliśmy sobie taką małą przedśmiertną sekcję zwłok. Na moment zamieniliśmy się w grupę jasnowidzów, wieszczących całkowitą porażkę projektu. Muszę przyznać, trochę dziwnie się czułem na tym spotkaniu. No bo jakoś tak ziało defetyzmem, do czego, przynajmniej ja, nie jestem przyzwyczajony. Zawsze staram się patrzeć na świat w różowych okularach. Tak więc, musiałem się nieźle „napocić” mentalnie, żeby się do tego pomysłu przekonać. Po jakimś czasie wszyscy dość mocno się wkręciliśmy w analizę przedśmiertną. No, ale przecież o to nam w końcu chodziło, prawda? Stopniowo, na dużej tablicy rosła nam liczba „czarnych”, wcale nienapawających optymizmem, myśli. Lista puchła nam w oczach. Potem, z kolei, wymyślaliśmy różne możliwe przyczyny możliwych niepowodzeń w projekcie. Wspólnie zastanawialiśmy się, dlaczego coś miałoby się nie udać. W efekcie, udało nam się znaleźć wiele rzeczy, które pewnie normalnie wyszyłyby po wdrożeniu projektu.

Dla mnie, osobiście, przedśmiertna sekcja zwłok projektu była doświadczeniem niesamowicie oczyszczającym. Chociaż, na początku, takie myślenie w czarnych kolorach szło mi dość opornie. Teraz niczym projektowa Magda Gessler, aprobuję ten pomysł. Ba, nawet was do niego mocno zachęcam. Przynajmniej raz. Jak nie będzie „żarło”, to nie. Korzyści jest przynajmniej kilka:

  • Zobaczycie problemy, o których wcześniej nigdy byście nie pomyśleli
  • Dzięki sekcji, z niektórych pomysłów, które chcecie wdrożyć, możecie się jeszcze wycofać. Sekcja przedśmiertna uświadomi wam, że pewnych działań po prostu nie ma sensu podejmować, bo spalą na panewce.
  • Ludzie będą bardziej czuć się właścicielami projektu, a co za tym idzie, także produktu (to akurat jest także plus prowadzenia zwykłych retrospektyw, niemniej warto o nim wspomnieć)
  • Wyczulenie na możliwe problemy w przyszłości. Zauważyłem, że ludzie po naszym spotkaniu byli dużo bardziej wrażliwi na to, co się może zdarzyć, byli bardziej przewidywalni.

Sekcja przedśmiertna ma także kapitalne zastosowanie nie tylko w zawodowych projektach. Także w życiu osobistym. W tym, co na co dzień robimy. W decyzjach, które podejmujemy. Pomyślcie o tym przez chwilę. Co by było gdyby…? Wciąż możecie popracować nad odpowiedzią.