Pracować tylko sześć godzin dziennie? Szwedzi próbują

Cykl: Kreatywni
12 czerwca 2014

4

Już niebawem, 1 lipca, w szwedzkim mieście Göteborg, z inicjatywy lokalnej koalicji socjaldemokratów i Partii Zielonych, zostanie uruchomiony projekt, który ma na celu sprawdzić, czy pracując 6 godzin dziennie pracownik może być tak samo wydajny jak w ciągu normalnego dnia pracy. Eksperyment potrwa rok i wezmą w nim udział dwa departamenty lokalnego urzędu. Pracownicy pierwszego będą pracować sześć, a drugiego osiem godzin dziennie. Za taką samą stawkę.

Po roku porównamy efekty pracy obu działów – mówi Mat Pilhem, wiceburmistrz Göteborga. Mamy nadzieję, że pracownicy, którzy będą pracować krócej, rzadziej będą chorować i brać zwolnienia lekarskie, a także poprawi się ich samopoczucie.

Dwa plus dwa to cztery, tak?

To naprawdę fajny projekt. Tylko, czy naprawdę potrzeba aż roku, żeby w końcu dojść do wniosku, że tak, że faktycznie ludzie są bardziej produktywni, gdy pracują mniej? Ile razy w pracy udało wam się coś popchnąć szybciej i zamiast siedzieć cztery godziny, zamknęliście temat w dwie? David Allen w książce „Getting Things Done” zauważa, że ośmiogodzinny tryb pracy to czyste marnotrawstwo. Dzięki temu systemowi nauczyliśmy się odruchowo dzielić pracę na jednostki ośmiogodzinne i zadania, które moglibyśmy wykonać w trzy godziny, zajmują nam cały dzień. Bo taką mamy jednostkę. No, ale może przesadzam. Może faktycznie potrzeba takiego eksperymentu, żeby coś się zmieniło w naszym myśleniu o produktywności.

Rio, Blue i ośmiogodzinny dzień pracy

Dziś nikt nie kwestionuje faktu, że siedzenie osiem godzin w biurze to normalka. No bo przecież zawsze tak było. Rodzice zawsze wychodzili rano do pracy i wracali wieczorem. Otóż nie zawsze. Pamiętacie bajkę „Rio”? Była tam taka papuga „Blue”, która jako małe pisklę została schwytana przez kłusowników i wsadzona do klatki. Od tego momentu, przez całe życie egzystowała z przekonaniem, że taki jest świat; taka jest jej rzeczywistość – w klatce. Potem to się zmieniło. Papuga poznała prawdę i chciała żyć inaczej – już jako wolna.

Bardzo podobnie jest dzisiaj z nami. Ośmiogodzinny dzień pracy został wymyślony w czasach rewolucji przemysłowej, w Wielkiej Brytanii i jego wprowadzenie było jak najbardziej uzasadnione. Był to czas, kiedy jak grzyby po deszczu rosły nowe fabryki, a co za tym idzie, zwiększało się zapotrzebowanie na siłę roboczą. Ludzie pracowali po kilkanaście godzin dziennie, nawet dzieci. Później ta sytuacja uległa zmianie. Pojawiły się regulacje prawne, które zaczęły to normować, aż w końcu stanęło na ośmiogodzinnym trybie pracy. W Polsce stosowna uchwała w tej sprawie pojawiła się dopiero 1919 roku.

Nowy pracownik

Od tego czasu jednak dużo się zmieniło. Przede wszystkim, inaczej jest rozumiany pracownik. Dawniej, większość pracowników była niewykwalifikowana. W fabrykach dominowali głównie pracownicy fizyczni – robotnicy, pracownicy produkcyjni. W ówczesnych przędzalniach bawełny, gospodarstwach rolnych, zakładach przemysłowych, czy na kolei liczyła się praca rąk ludzkich. Od pracowników nie oczekiwano praktycznie żadnego wysiłku umysłowego Intelekt nie miał tutaj żadnego znaczenia, tylko siła rąk. Od takich pracowników oczekiwano, że będą robili dokładnie to, co im się zleci. Nikogo nie interesowało, co na temat swojej pracy myśli taki pracownik, co czuje. To było nieistotne. Tak było jeszcze 60-70 lat temu. Dzisiaj jest już zupełnie inaczej. Praca wymaga coraz większego wysiłku umysłowego i wiedzy. Zauważcie, kto dzisiaj jest nazywany „pracownikiem”: lekarze, prawnicy, księgowi, analitycy biznesowi, programiście, testerzy, handlowcy, marketingowcy, naukowcy, konsultanci, nauczyciele i tak dalej. Ludzie, którzy w swojej codzienne pracy posługują się głową, są kreatywni. Peter Drucker nazywał ich „pracownikami wiedzy”. A Richard Florida głosił powstanie „klasy kreatywnej”. Nazwa jednak nie ma znaczenia. Zawsze chodzi o to samo. Model zarządzania pracą, który sprawdzał się w erze industrialnej nie pasuje do naszych czasów i wcześniej czy później się zmieni.

Od czego zacząć?

Naukowcy od lat wieszczą koniec ery pracy, w szczególności tej fizycznej. Angielski ekonomista John Maynard Keynes, w latach 30. XX wieku przekonywał, że ludzie w 2030 roku nie będą sobie zaprzątali głowy pracą, i że nie będzie im ona zajmować więcej niż 15 godzin tygodniowo. Po co więc czekać? Gandhi mawiał: „Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”. Brzmi jak jedno z fejsbukowych haseł, ale ma moc. Znam wiele osób, które już dzisiaj, bez żadnych rządowych eksperymentów wynegocjowali sobie nienormowany czas pracy. Przychodzą do biura później, wcześniej wychodzą. W trakcie dnia znikają, żeby pobiegać, spotkać się ze znajomymi. Da się. Mam też znajomych, którzy na własne życzenie skrócili sobie etat. Absurdalne, prawda? Chcieli mieć czas na inne sprawy.

Zmiana jest możliwa. Bez żadnych eksperymentów.