Praca jak gumowa piłka. O sztuce osiągania ponadprzeciętnych rezultatów.

Cykl: Produktywność
31 października 2014

8

James Patterson, to jeden z najpopularniejszych pisarzy amerykańskich. Jego powieści pojawiają się na liście bestellerów równie często, co powieści Dana Browna, Johna Grishama i Stephena Kinga. Mimo, że Patterson pisze głównie thrillery i kryminały, w jego dorobku znalazła się książka, która zupełnie do niego nie pasuje. Chodzi o Pamiętnik pisany miłością. Książka typowo kobieca. O miłości. A w niej fragment, który absolutnie miażdży.

Wyobraź sobie, że życie polega na żonglowaniu pięcioma piłkami. Ich nazwy to praca, rodzina, zdrowie, przyjaciele i prawość. Wszystko udaje ci się utrzymywać w powietrzu. Ale pewnego dnia wreszcie do ciebie dociera, że praca jest gumową piłką. Jeśli ją upuścisz, odbije się i wróci. Pozostałe cztery piłki – rodzina zdrowie, przyjaciele, prawość – to szklane kule. Jeśli się którąś upuści, może się obić, wyszczerbić lub nawet roztrzaskać.

James Patterson

Równowaga w życiu nie istnieje

Przekonałem się o tym, kiedy sam uległem złudzeniu, że równowagę można i nawet należy wprowadzić w życie. Przez ostatnie dwa lata moje sprawy zawodowe totalnie zdominowało sferę prywatną. Do niedawna było naprawdę źle. W poniedziałek wsiadałem do samolotu, a w czwartek lub nierzadko w piątek wracałem do domu. W tygodniu prowadziłem projekty wdrożeniowe u klienta, a w weekendy oddawałem się pasji pisania (blog, artykuły). Na życie prywatne nie było praktycznie miejsca. Można powiedzieć, że moja równowaga została totalnie zaburzona. Od czerwca postanowiłem to zmienić. Zacząłem szukać balansu, pewnej harmonii między pracą, a życiem osobistym.

Minęło już kilka miesięcy, odkąd powziąłem decyzję o zmianie i dzisiaj, z czystym sumieniem, mogę wam powiedzieć, że coś takiego jak równowaga w życiu w ogóle nie istnieje. To mit. Zwyczajna mrzonka.

To może dziwnie zabrzmi, jednak ilekroć próbowałem wprowadzać harmonię do swojego życia, tyle razy uświadamiałem sobie, że jest to stan, który nigdzie nie występuje. Nigdzie. Ani w życiu zawodowym, ani prywatnym.

Jeżeli chcecie osiągać rezultaty inne niż przeciętne w waszym życiu nie ma miejsce na równowagę.

Zrównoważone życie polega mniej więcej na tym, że, owszem, możecie umiejętnie podzielić swój czas między sprawy zawodowe i osobiste, osiągając w ten sposób namiastkę harmonii, ale nigdy w pełni nie zaangażujecie się w żaden z tych obszarów.

Kiedy w moim życiu udało mi się zharmonizować pracę i życie rodzinne, nagle okazało się, że wszystko robię na pół gwizdka. I, sprawy skądinąd ważne, traktuję po macoszemu. Ale nic na to nie mogłem poradzić. Bo utraciłbym przecież równowagę, o której mówią tybetańscy mnisi, i którą tak bardzo pożądamy.

Sztuka życia = sztuka balansowania

Równowaga jest celem podobnym do prawdy w nauce. Celem, do którego możemy się co najwyżej zbliżać, ale nigdy, w pełni go nie osiągniemy. Bo jesteśmy tylko ludźmi. Prawdziwa sztuka życia, to sztuka balansowania.

Mam kolegę, którego córka chodzi do bardzo prestiżowej Szkoły Baletowej w Bytomiu. Bardzo dużo ćwiczy i osiąga fenomenalne rezultaty. Wiele razy miałem okazję oglądać różnego rodzaju filmy i zdjęcia z jej szkolnych występów. Za każdym razem w osłupienie wprawiał mnie fakt, jak ci mali tancerze są w stanie stać na czubkach palców, utrzymując równowagę.

Kiedy popatrzycie na baletnicę, wydaje wam się, że ta unosi się w powietrzu. Że potrafi utrzymać równowagę. Jest pełna gracji i powabu. Jednak wystarczy, że przyjrzycie jej się z bliska, a szybko odkryjcie, że tak naprawdę, jej stopy ciągle wibrują, w rytm niewidzialnych dla oka napięć. Te napięcia ustawicznie korygują jej postawę. Umożliwiają w ten sposób zachowanie stabilności. Tak naprawdę, baletnica bardzo sprytnie przeciwważy różne siły, a nam daje złudzenie równowagi.

Dwie skrzynki

Potrzeba wprowadzenia równowagi w naszym życiu bierze się najczęściej stąd, że przeginamy z pracą. Siedzimy po godzinach, zamykając kolejny strategiczny projekt. I gdzieś tam, w tyle głowy, cichy głosik szepcze nam do ucha: „Człowieku! Ty nie masz życia. Musisz to zmienić”. A czasami, dochodzą do tego jeszcze setki spraw rodzinnych, i dostajemy ciężki lanie z jednej i drugiej strony. „Nie mamy życia”. U mnie było bardzo podobnie. Kiedy jednak wprowadzenie równowagi pomiędzy domem i pracą nie przyniosło oczekiwanego skutku, spróbowałem nieco innego podejścia.

Pracę i dom potraktowałem jako dwie oddzielne skrzynki – zawodową i prywatną. Idąc w ślad za tym, wszelkie działania, mające na celu poszukiwanie równowagi w życiu, podzieliłem na dwa rodzaje:

  1. Balansowanie w ramach każdej skrzynki z osobna.
  2. Balansowanie pomiędzy dwoma skrzynkami na raz.

Balansowanie w ramach każdej skrzynki z osobna

Ponieważ, w moim przypadku, wprowadzenie równowagi między domem a pracą skończyło się fiaskiem, zacząłem zastanawiać się nad tym, na jakie działania balansujące mogę sobie pozwolić w pracy, a na jakie w życiu prywatnym. I to był bardzo dobry pomysł. Jeżeli uda wam się wprowadzić przeciwwagę w każdej z tych skrzynek z osobna, z zapanowaniem nad dwoma jednocześnie nie będziecie mieli większych problemów. Słowo skauta.

Zacznijmy od pracy. Ponieważ, repetitio est mater studiorum, powtórzmy jeszcze raz: „Równowaga jest fikcją. Sztuka życia to sztuka balansowania”. Jeżeli wyjdziemy z takiego założenia, nie taki diabeł straszny. W życiu zawodowym nie chodzi o to, ile godzin spędzicie w biurze, ale o to jak być efektywnym. Żeby osiągać ponadprzeciętne rezultaty w życiu, musicie zrozumieć, że sztuka balansowania to sztuka rezygnacji. Na tym, koniec końców, polega szukanie równowagi. Jest to stan, do którego zawsze będziecie dążyć, ale nigdy go w pełni nie osiągniecie. A szukanie równowagi, to wybieranie tych spraw, które, w danym momencie i tylko w tym momencie, są dla was najważniejsze. Ile razy myślicie o równowadze w pracy skupcie się na tych działaniach, które faktycznie posuną wasze sprawy do przodu i tylko tym zadaniom poświęćcie swój cenny czas. Reszta to tematy drugoplanowe. Tak, wiem, że to może na pierwszy rzut wydawać się nierealne, ale uwierzcie mi na słowo (jeszcze raz słowo skauta), to naprawdę działa. W dzisiejszych turbulentnych czasach, jeżeli nie nauczymy się umiejętności koncentrowania na zadaniach, które naprawdę posuwają nas do przodu, polegniemy. Zagłuszy nas setka codziennych przeszkadzajek, które tylko czekają, jakby tu pożreć nasz cenny czas.

A na czym polega szukanie równowagi w życiu rodzinnym? Pomyślcie o czterech szklanych kulach z książki Pattersona: „rodzina, zdrowie, przyjaciele, prawość”. Bez tych czterech elementów, nasze życie osobiste nie ma sensu. Stąd szukanie równowagi w obszarze osobistym jest nie lada wyzwaniem. Wydaje mi się, że z pracą jest mimo wszystko dużo łatwiej. Jeśli chodzi o życie prywatne, z czasem udało mi się wypracować jeden, dość prosty mechanizm, który ułatwił mi działania balansujące w mojej skrzynce rodzinnej. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, ale w pracy, wiele rzeczy da się bagatelizować. Na coś takiego nigdy nie możecie sobie pozwolić w życiu osobistym. W pracy są zadania, które możecie sobie odłożyć na później i już nigdy do nich nie wrócić. W życiu osobistym tak się nie da. Możecie na jakiś czas zaniedbać przyjaciół, spotykać się rzadziej, bagatelizować ich przez chwilę. Ale nigdy na dłużej. Bo stracicie ich na zawsze. Pamiętajcie, że w tym obszarze stąpacie naprawdę po cienkiej linie. Skrzynka osobista wymaga bardzo subtelnego przeciwważenia.

Balansowanie pomiędzy dwoma skrzynkami na raz

Jeśli chodzi o drugie działanie – balansowanie między skrzynkami, od dłuższego czasu stosuję tutaj bardzo prostą zasadę. W przypadku skrzynki rodzinnej dbam o to, żeby okres wytrącenia z równowagi nie trwał zbyt długo. I to jest klucz do szczęścia rodzinnego. Takie krótkie okresy „wytrącenia z równowagi” pozwolą wam zachować ciągłość życia rodzinnego i nic ważnego wam nie umknie. Od tej zasady, choćby nie wiem co, nigdy nie odstępuję. W życiu prywatnym lepiej niczego nie bagatelizować.

W pracy z kolei jest już odwrotnie. Tutaj możemy sobie pozwolić na „lekceważenie” pewnych spraw. Inaczej się nie da.

Summa Summarum

To może zabrzmi trywialnie, ale sztuka dobrego życia, to, koniec końców, sztuka dobrego określania priorytetów – zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. Pamiętajcie, że każda z tych skrzynek, to świat sam w sobie. To inne cele i inne priorytety. Jeżeli chcecie osiągać w swoim życiu ponadprzeciętne rezultaty, musicie dobrze wiedzieć na czym w danym momencie się skoncentrować i czemu poświęcić swój czas. A inne rzeczy umiejętnie marginalizować. Na początku będzie wam się wydawać, że jest to raczej stan zaburzonej równowagi, a nie żadnej upragnionej harmonii. To zupełnie normalne. Bo na tym właśnie polega sztuka życia. Życie to ruch pomiędzy jednym ekstremum a drugim. To ciągłe dążenie do równowagi. Dążenie.