W pojedynkę nigdzie nie dolecisz, czyli jak budować efektywne zespoły

Cykl: Kreatywni
7 lipca 2016

4

Jerzy Dudek, w książce Pod presją, wspomina taką oto historię:

„Nigdy nie zapomnę tych zajęć z psychologiem. To było jeszcze w Liverpoolu, kiedy mieliśmy słabszy okres. Psycholog wszedł do szatni i puścił nam film o ptakach lecących w kluczu. O co chodzi, do licha, myśleliśmy wszyscy, patrząc na te ptaki. Co to ma wspólnego z piłką nożną?

I wtedy zaczął przemowę:

– Zobaczcie – powiedział. – Te lecące ptaki są jak drużyna. Na czele jest lider, a za nim dwóch najbliższych pomocników, potem kolejni. Dlaczego ustawiają się do lotu właśnie w ten sposób? Odpowiedź jest prosta. Tylko lecąc w grupie mają realną szansę na dotarcie do obranego punktu.

Sama natura to wymyśliła. Gdyby leciały osobno, pewnie niewiele by osiągnęły, a ich szanse na dotarcie do obranego celu byłyby znacznie mniejsze.

Zwróćcie uwagę, co się dzieje, kiedy lider zaczyna słabnąć. Od razu zastępuje go któryś z najbliższej dwójki. I teraz on przejmuje dowodzenie.

Lider wie, że może sobie pozwolić na moment wytchnienia. Ma za plecami partnerów gotowych przejąć kontrolę. Kiedy w kluczu słabnie którykolwiek z ptaków, cała reszta go wspiera. Nie zostawiają go po drodze. Najbliżej lecące ptaki tak dostosowują tempo, żeby ten słabszy nabrał sił.

Analogia była oczywista. Każdy z nas bez problemu mógł odnieść ten opis do sytuacji naszego zespołu. Sam niewiele osiągniesz, w zespole jest siła i trzeba się wspierać w trudnych momentach. Nie można myśleć tylko o sobie. I w ten oto prosty sposób zrozumieliśmy, jak powinniśmy funkcjonować na boisku”.

W pojedynkę nigdzie się nie doleci

Logika „gęsiego klucza” jest nieoceniona, jeśli chodzi o budowanie efektywnych zespołów w firmie.

Podczas wdrażania Scruma, od czasu do czasu, zdarzają mi się sytuacje, że przychodzi do mnie jakiś członek zespołu i mówi:

– Wiesz, Mariusz… Ten cały Scrum, to jest nie dla mnie. Nie lubię pracować w zespole. Nie lubię wszystkiego uzgadniać z każdym z osobna. Po co mam na kogoś czekać, robić przestoje, pytać innych o zdanie? To strata czasu. Sam działam dużo szybciej. Śmigam jak torpeda. Ludzie tylko mnie spowalniają.

Szczerze mówiąc, trudno jest mi z takim podejściem dyskutować. Bo jest bardzo spójne i logiczne. Jednak w biznesie, kompletnie się nie sprawdza. I fruwanie w stadzie dużo bardziej się opłaca, niż gra solo, czy bycie gwiazdą.

Kiedyś wydawało mi się, że tak nie jest i, że takim ludziom – ponadprzeciętnym „orłom”, trzeba jakoś pomóc i znaleźć im odpowiednie miejsce w firmie. Gdzie nie musieliby pracować w zespole.

Dzisiaj już tak nie uważam. Moje myślenie jest zupełnie inne.

„Orzeł”, który nie lubi pracować w zespole, na dłuższą metę nie daje rady. Wypala się. Nie jest w stanie wytrzymać presji otoczenia. Bo jest samotnikiem, który może liczyć tylko na siebie.

I, wcześniej czy później, przychodzi taki moment, że nie daje rady. Bo nie ma kiedy się zregenerować. A każdy spadek energii bardzo dużo go kosztuje. Powoduje kolejne problemy, które (znowu) sam musi rozwiązać. Taka sytuacja, na dłuższą metę jest nie do wytrzymania.

W końcu przychodzi taki moment, że kończy się energia.

Chirurdzy, którzy lśnili jak gwiazdy

Robert Huckman i Gary Pisano z Harvardu przeprowadzili kiedyś bardzo interesujące badania. W ciągu dwóch lat przeanalizowali blisko 38 000 zabiegów wykonywanych przez 203 chirurgów naczyniowych w 43 różnych szpitalach.

Skupili się na zabiegach, w których pacjentom przeszczepia się fragment naczynia z uda do klatki piersiowej, tworząc w ten sposób tzw. by pass

Wnioski z badań, były zaskakujące. Okazało się, że śmiertelność tego typu zabiegów wynosi około 3%. Ale lekarze, którzy pracowali ze swoim własnym personelem, potrafili obniżyć poziom śmiertelności pacjentów nawet o 1%. Co ciekawe, gdy lekarzy tych przeniesiono do innych zespołów, nie udało im się już tego sukcesu powtórzyć.

Z badań jednoznacznie wynikało, że sukces osiągały tylko te zespoły, które wcześniej się znały, pracowały ze sobą i znały słabe strony lekarza.

Jak budować efektywne zespoły

Jak widzicie, w budowaniu efektywnych zespołów, same „gwiazdy” nie mają aż takiego znaczenia. Liczy się zgranie. Grupa musi się dotrzeć, poznać swoje mocne i słabe strony, nauczyć się wspólnie pokonywać trudności i dopasowywać do otoczenia, które zmienia się w zawrotnym tempie.

Wtedy wszyscy mają szansę wygrać, chociaż nie wszystkie osoby będą brylować na świeczniku. Trochę jak w gęsim kluczu – raz jedna gęś leci na początku, a czasem inna. Ale to nie ma żadnego znaczenia. Bo, to zespół wygrywa.

William Shankly, jeden z najwybitniejszych trenerów piłkarskich powiedział kiedyś:

W każdej jedenastce piłkarskiej musi być jakichś ośmiu takich, co będą dźwigać pianino i trzech takich, którzy potrafią pięknie na tym gównie zagrać”.

Nie ma znaczenia jak wielkie gwiazdy macie w swoim zespole. Ich sukces zawsze zależy od wsparcia całego „klucza”. Bez was taki gwiazdor nie doleci do celu.