Menedżer i dostrzeganie piękna

Cykl: Menedżer Plus
13 października 2014

2

Byłe ranek 12 stycznia 2007 roku. Godzina 7:51. Stacja metra L’Enfant Plaza w Waszyngtonie. Był naprawdę zwykły dzień. Ludzie gonili do pracy. Spieszyli się do swoich firmowych obowiązków. W tym tak zwyczajnym dniu, wydarzyło się jednak coś zupełnie nieprawdopodobnego. Tuż przy wejściu do stacji metra stał skrzypek. Ubrany w dżinsy, koszulę z długimi rękawami i czapką baseballową naciągniętą mocno na głowę. Skrzypek, który dokładnie o 7:51 zaczął grać. I grał tak przez kolejne 43 minuty. Tym skrzypkiem był Joshua Bell, amerykański wirtuoz, znany na całym świecie. Grał na skrzypcach własnoręcznie zrobionych przez Stradivariusa, jeszcze w 1713 roku.

Bell wziął udział w zupełnie niecodziennym eksperymencie, który miał odpowiedzieć na pytanie, czy „w banalnych okolicznościach i o niekorzystnej porze piękno zostanie zauważone”.

Bell zaczął od Bacha. Brawurowo, tak jak zwykle robił to w największych na świecie salach koncertowych. Wykonał chaconne z Partity d-moll. Utwór niesamowicie trudny do opanowania. Zresztą, posłuchajcie sami.

W ciągu 43 minut przeszło obok niego 1097 osób, z czego tylko siedem przystanęło na minutę albo dłużej, żeby go posłuchać. Tysiąc dziewięćset osób nie zatrzymało się nawet na sekundę, żeby podziwiać grę jednego z największych wirtuozów skrzypiec na świecie. Dlaczego?

Bynajmniej nie chcę czepiać się tutaj ludzi, którzy najzwyczajniej w świecie spieszyli się rano do pracy. Każdy ma przecież coś do zrobienia. Są spotkania, na których trzeba być; telekonferencje, na które trzeba się wdzwonić. Ale, zastanówmy się przez chwilę, o ile pełniejsze byłoby nasze życie, gdybyśmy od czasu do czasu mieli czas się zatrzymać, docenić to, co dzieje się przed naszymi oczami.

Kiedyś, podczas warsztatów, które prowadziłem u klienta, zadałem ludziom pytanie: „Kim jest dla Was menedżer?” Uczestnikami sesji byli ludzie pracujący w tym samym departamencie, w jednej z flagowych korporacji. Większość osób odpowiedziała, że dla nich menedżer to ktoś, kto wpada rano na open space, mówi wszystkim cześć, potem do jednej ręki bierze laptopa, do drugiej kawę i pędzi na spotkanie. Jedno, drugie, trzecie, kolejne. Usłyszałem, że trudno im powiedzieć cokolwiek na temat roli menedżera, bo go ciągle nie ma. Szczere. Prawdziwe. Smutne.

Jeżeli menedżer codziennie rano wsiada do swojego metra i znika, nie jest w stanie zauważyć wirtuozów-pracowników, codziennie grających w jego zespole. Piękno pozostaje niezauważone.