Ludzie sukcesu wstają rano?

Cykl: Menedżer Plus
1 lutego 2014

4

„Ludzie sukcesu wstają wcześnie”. Tak przynajmniej twierdzi Laura Vanderkam w swojej książce „What the Most Successful People Do Before Breakfast”.Wśród dwudziestu dyrektorów zarządzających, z którymi rozmawiała, aż 90% zaczyna dzień przed godziną szóstą rano. No, okay. Szósta rano jest jeszcze do przełknięcia. Ale 3:30? I nie chodzi o piekarza, ale o CEO Fiat i Chrysler Sergio Marchione, który zaczyna dzień dokładnie o tej samej porze, co kameduła w krakowskim klasztorze na Bielanach. CEO PepsiCO Indra Nooyi wcale nie jest gorsza. Na nogach jest już od 4:00, a  w biurze nigdy nie zjawia się później niż o siódmej.

I co, mam niby żyć jak mnich, żeby być człowiekiem sukcesu? Kiedyś przez pół roku wstawałem o godzinie 3:30, żeby zdążyć na ranny samolot do Budapesztu. Na szczęście tylko w poniedziałek. I tylko przez pół roku. Pracę zaczynałem u klienta o 9:00 rano. Dało się ze mną rozmawiać do 14:00. Później następowało automatyczne wylogowanie z systemu. O 17:00, byłem na takim głodzie snu, że ledwo doczołgiwałem się do hotelu.

Dla człowieka biznesu, nie ma nic bardziej obrzydliwego niż myślenie o potencjalnie wydajnych pracownikach rozkosznie wylegujących się w pościeli i gapiących się w sufit. Człowiek biznesu cały dzień, od bladego świtu krząta się po firmie, uruchamia projekty, odpowiada na maile, robi coś „użytecznego”. A próżniak – budzi się koło dziesiątej. Przeciąga. Błądzi gdzieś swym leniwym wzrokiem po suficie. I ani myśli, żeby przyjąć pozycję pionową. Jest przecież błoga cisza i święty spokój. Wszyscy „ludzie sukcesu” już dawno są w biurach. Jest wreszcie czas, żeby pomyśleć, poczytać, pokontemplować.

Moja lista (kontr)

A teraz poszukajmy trochę inspiracji u mistrzów. Poniżej moja skromna kontr-lista:

  1. John Lennon. To jeden z największych próżniaków w naszej epoce. Posłuchajcie jego piosenek: I’m Only Sleeping, I’m So Tired, czy Watching the Wheels. Szybko przekonacie się, że wcale nie pochwalał pracy jako takiej. Był mega obibokiem. W 1969 roku Lennon i Yoko Ono w akcie heroicznego próżniactwa przez cały tydzień, zupełnie bezczynnie leżeli w łóżku na rzecz światowego pokoju. Akcja ta wpłynęła na świadomość milionów ludzi.
  2. Sherlock Holmes. No, chyba nie macie wątpliwości, że w gruncie rzeczy to był bardzo twórczy próżniak. Jest znakomitym przykładem, jak wiele można osiągnąć, nie robiąc nic. W opowiadaniu Człowiek z blizną, Holmes bez najmniejszych problemów rozwiązuje kolejną kryminalną zagadkę, a Inspektor (prawdziwy tytan pracy) pełen podziwu pyta: „Bardzo chciałbym wiedzieć, w jaki sposób dochodzi pan do swych osobliwych wniosków?”. Na co Holmes odpowiada: „Do tego ostatniego doszedłem, siedząc na pięciu poduszkach, wypaliwszy wielką porcję tytoniu”. Ole!
  3. Kartezjusz. Celowo umieszczam go na tej liście, żebyście mi nie zarzucali, że wybieram postaci z bajki, Otóż Kartezjusz wielkim filozofem był. Nikt nie zaprzeczy. A przynajmniej nie bez wpływu na kształt naszej obecnej cywilizacji. Co nie zmienia faktu, że był przeogromnym próżniakiem. W młodości chodził do szkoły jezuitów, gdzie w żaden sposób nie potrafił zmusić się do rannego wstawania. Nawet, gdy go polewano wiadrami zimnej wody, przewracał się na drugi bok i spał dalej. Później, ze względu na jego geniusz, godziny snu zostały mu wydłużone. Ale tak właśnie pracował – leżąc długimi godzinami w łóżku, gdzie oddawał się myśleniu, rozwiązywał skomplikowane zagadki matematyczne. W takich okolicznościach zrodził się właśnie dualizm kartezjański. Pogrążony w bezczynności, dość łatwo chyba mógł dojść do wniosku, że dusza i ciało to dwa odrębne byty. I powstało: Cogito ergo sum. Myślę więc jestem. Ale poprawmy, odrobinę mistrza: Leżę w łóżku, więc jestem.

Nie jesteśmy robotami

Oscar Wilde sformułował kiedyś bardzo trafną definicję sztuki:

Sztuka usiłuje podważyć monotonię typowości, niewolnictwo obyczaju, tyranię nawyku i sprowadzenie człowieka do poziomu maszyny.

Długie wylegiwanie się w łóżku jest dowodem na to, że nie jesteśmy robotami. Roboty nie myślą, od razu ruszają do pracy. Sukces nie ma nic wspólnego z porannym wstawianiem. Próżniactwo ma. Bez odrobiny oddechu, nicnierobienia, gapienia się, bezmyślenia… nie da się twórczo pracować. Bo kreatywność wymaga odpowiedniej karmy, odpowiedniego podsycenia. Każda twórcza jednostka, żeby popychać pewne tematy do przodu, rozwijać idee, potrzebuje okresów rozleniwienia i nieróbstwa. Paradoksalnie, od tego zastoju zależy nasz rozruch.

***

Pomysł tego wpisu zrodził się dzisiaj rano. Gdzieś w okolicach dziesiątej. Podczas mojej porannej bezczynności – wylegiwania się w łóżku. Z oczami wlepionymi w sufit.