Lider, taki zwyczajny-niezwyczajny ktoś

Cykl: Menedżer Plus
9 lipca 2014

1

Wielu ludzi uważa, że lider to ktoś „ze świecznika”. Ktoś zupełnie wyjątkowy, przybysz z innej rzeczywistości. Dla nich lider to najczęściej: Mahatma Gandhi, Nelson Mandela, Martin Luther King, czy Steve Jobs. To ktoś magiczny. Charyzmatyczna osobowość. Taki społeczny magnes.

Ostatnio zastanawiałem się nad tym, jaka jest moja definicja lidera. Bo wcale z tym potocznym rozumieniem się nie zgadzam. Dla mnie lider to taki zwyczajny-niezwyczajny ktoś. Żaden tam „ę-ą”. Żaden „kosmiczny wędrowiec”.

Większość liderów, z którymi miałem okazję pracować było naprawdę zwyczajnymi ludźmi, którzy specjalnie się nie wyróżniali z tłumu. Serio. Nie mieli tubalnego głosu. Nie roztaczała się wokół nich żadna magiczna aura. Nie byli władczy. Nic z tych rzeczy. Ich wyjątkowość polegała na tym, że jak coś robili, to robili to na maksa, szczerze jak dziecko. W pracy byli zaangażowani i zawsze „niedouczeni”. Praktycznie każdy lider, z którym pracowałem, był na ciągłym głodzie rozwoju. Chciał się rozwijać, przekraczać próg swojej niewiedzy i niedoświadczenia. Potrafił balansować pomiędzy jawą i snem. Z jednej strony, był mocno świadomy posiadanej przez siebie wizji, z drugiej, bardzo dobrze rozumiał rzeczywistość. Z tego twórczego napięcia wychodziły mu naprawdę fajne rzeczy.

Żeby nam się lepiej żyło w naszych projektach, powinniśmy odczarować nasz sposób rozumienia lidera. Bo to przecież taki zwyczajny-niezwyczajny ktoś.