Jestem wizjonerem, czyli o moim motywacyjnym DNA

Cykl: Menedżer Plus
8 sierpnia 2014

4

Dzisiaj przygotowałem dla was małą dawkę zawodowego ekshibicjonizmu. Chciałem się z wami podzielić tym, co mnie motywuje w życiu.

Zacznijmy od tego, że kocham kreatywność we wszelkiej postaci, o czym już z pewnością wiecie. Uwielbiam bawić się z dziećmi, zwłaszcza gdy są na etapie karmienia łabędzi, które podpływają do nich na podłodze w kuchni. Na szczęście, twórczość jest też stałym elementem mojej zawodowej dniówki. Od jakiegoś czasu pilnuję, żeby systematycznie pisać, ostatnio głównie to, co teraz czytacie. Dawno temu zauważyłem, że jak nie piszę regularnie, wszystko kosztuje mnie dużo więcej wysiłku, a powrót do formy jest nieznośnie trudny. Pomiędzy pierwszą a drugą książką miałem kilkuletnią przerwę. Sporadycznie tylko, pisałem artykuły do kilku magazynów. Efekt był taki, że jak zabierałem się za napisanie książki o Scrumie (a zacząłem od rozdziału 4), okrągły tydzień męczyłem się nad pierwszym akapitem. A to przecież tylko kilka zdań było. Nic to. Przerabiałem je tam i z powrotem. Pisanie było jedną wielką tantalową męką.

Jak piszę to myślę o trzech różnych tematach na raz. Podobnie jest z czytaniem książek, tych branżowych. Reguły tej nie stosuję tylko w przypadku beletrystki. Tutaj połykam zawsze jedną i zawsze przed zaśnięciem. To bardzo praktyczna reguła. Jak czytałem „branżową” przed snem, rzadko kiedy zasypiałem przed trzecią rano. W ogóle, żeby spokojnie zasnąć, przestaję pracować około ósmej, a najpóźniej dziewiątej. Wyjątki potwierdzają tylko regułę.

Moja motywacja, to łapanie kilku srok za ogon. Jeszcze nie skończyłem jednego projektu, a już myślę o kolejnym/ -ych. Jestem niemożliwie dalekowzroczny. Jeszcze dobrze nie skończyłem zadania, a już angażuję się w kolejne. Jest tak, bo naprawdę lubię zmiany. Kilka razy próbowałem pracować na etacie. Ale nic z tego. Jakoś tak zawsze szczęśliwie się składało, że dostawałem projekty do wdrożenia. Dopóki była zmiana, miałem motywację. Jak projekt się kończył i wszystko zaczynało cykać, rozglądałem się za nową pracą. Na szczęście zawód konsultanta bardzo fajnie okiełznał tę moją przypadłość. Ostatnio robiłem zawodowy rachunek sumienia i wyliczyłem, że pracowałem już u ponad pięćdziesięciu klientów. To prawie jak pięćdziesiąt etatów. Pięćdziesiąt różnych, ciekawych i motywujących zmian.

Na co dzień, służy mi presja. Im więcej rekinów w morzu, tym szybciej macham łapkami i rozpruwam fale. Wiem też, że „nikt nie jest na morzu nigdy sam”.

Kocham się rozwijać. Tutaj, przez długi czas byłem bardzo egoistyczny. Ale od kilku dobrych lat zacząłem myśleć o innych. I przejmuję się (może za bardzo) rozwojem innych. Wiem też, że nie wszystkich da się zmienić. Są ludzie, których zmiana, w jakiejkolwiek formie, po prostu nie interesuje. Są ludzie, którzy nie chcą dojrzewać. Z tymi daję sobie szybko spokój. Od dziecka mam silnie rozwiniętą intuicję. Po prostu wiem, że ten „ktoś” nie chce i już. W takich sytuacjach nie próbuję nauczyć świni śpiewu. Cenię sobie swój czas, a i po co świnię denerwować.

Zawsze marzyłem o tym, żeby „pójść tam, gdzie nikt jeszcze nie był”. Takie wyzwania mnie mocno napędzają. Na tym polu bardzo przydaje się kreatywność. Jak zaczynałem swoją przygodę z twórczością, nie potrafiłem być twórczy. Po prostu. Dużo łatwiej wychodziło mi odtwarzanie. Jeżeli macie ten sam problem, spróbujcie uwierzyć w siebie. Wiem, brzmi to jak największy banał w świecie, i to zaczerpnięty z jakiejś amerykańskiej książki. Ale wasza motywacja zaczyna się przede wszystkim w waszych głowach i sercach. Dopóki tego nie zrozumiecie, będziecie tylko miernymi naśladowcami.

Tak, w dużym skrócie wygląda moje motywacyjne DNA. Wczoraj wypełniłem sobie kwestionariusz, na który natknąłem się w książce Tamary Lowe pt. „Zmotywuj się”. Okazało się, że zgodnie z wyszczególnionymi przez autorkę typami motywacyjnego DNA, jestem WIZJONEREM. Ponieważ wyniki kwestionariusza w stu procentach odzwierciedlają to, co mnie motywuje, wypełnienie kwestionariusza gorąco wam polecam. W całości, wraz z analizą, jest dostępny w książce.

Warto wspomnieć, że Tamara Lowe ma bardzo ciekawy życiorys. Zanim napisała światowy bestseller i wyleczyła się z uzależnienia od narkotyków, współpracowała z pięcioma prezydentami Stanów Zjednoczonych, prezydentem ZSRR Michaiłem Gorbaczowem, premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, a także z wieloma znaczącymi celebrytami, ludźmi mediów, czy Matką Teresą. Przez osiem lat prowadziła badania, właśnie na temat motywacji. Na ich podstawie zauważyła, że motywacja jest indywidualną sprawą każdego człowieka. Innymi słowy, to co mnie napędza wcale nie musi napędzać ciebie. Na tej podstawie stworzyła wspominane pojęcie „motywacyjnego DNA”.

Na koniec krótki filmik o motywacji. Pozycja obowiązkowa w kolekcji video każdego menedżera. Tymczasem.