6 czynników, które pomogą wam wybrać właściwą długość sprintu

Cykl: Menedżer Plus
21 stycznia 2015

4

Każdy zespół, który zaczyna swoją przygodę ze Scrumem, wcześniej czy później musi zdecydować, jaką długość wybrać dla swojego pierwszego i kolejnych sprintów. Wiemy, że nie powinny być dłuższe niż trzydzieści dni. Mogą trwać krócej. Ale ile? Poniżej przedstawiam wam 6 czynników, które pomogą wam podjąć tę decyzję.

  1. Czas trwania projektu. Długość sprintu powinna być w pierwszej kolejności skorelowana z długością projektu. Załóżmy, że wasz projekt jest krótki i trwa tylko trzy miesiące. Jeżeli pracujecie w sprintach czterotygodniowych, daje wam to tylko (!) dwa momenty na to, żeby wspólnie z Właścicielem Produktu usiąść i obejrzeć produkt, zapytać o ewentualne uwagi, a potem jeszcze mieć czas, żeby je wcielić w życie. Przyznacie, że to trochę mało. Co innego w przypadku projektów dłuższych. Tam długość sprintów może być dłuższa – od trzech do czterech tygodni. Przy założeniu, że pracujecie w sprintach miesięcznych, w projekcie rocznym macie aż jedenaście okazji na prezentację produktu i informację zwrotną, o której mowa w punkcie kolejnym.
  2. Informacja zwrotna. Długość sprintu powinna być tak dobrana, żeby zespół jak najczęściej otrzymywał informację zwrotną na temat swojej pracy od Właściciela Produktu. Im częściej dostajecie takie impulsy, tym więcej się uczycie – zarówno o projekcie, jak i produkcie, które rozwijacie. Możecie wtedy łatwo skorygować kierunek waszej pracy, wprowadzić poprawki. Im dłuższy sprint, tym te impulsy będą rzadsze.
  3. Poziom niewiedzy. Czynnik niewiedzy jest często pomijany przy planowaniu projektów. Nie wiemy, co mamy zrobić, jakie są oczekiwania Właściciela Produktu. Często, zwłaszcza na początku, gdy wdrażamy Scruma, nie znamy prędkości zespołu. Podobnie, sporo jest niejasnych rzeczy, jeśli chodzi o technologię. Niekiedy zespół jest „świeży”, ludzie nigdy wcześniej ze sobą nie pracowali. Muszą się lepiej poznać, dotrzeć. To wszystko wpływa na decyzję o długości sprintu. Jeżeli poziom niewiedzy jest duży, bezpieczniejsze są krótsze iteracje.
  4. Zmiana priorytetów. Wybierając odpowiednią długość sprintu, musicie pamiętać, że cykl życia nowej idei – od chwili „wyklucia się” w głowie Właściciela Produktu, aż do zmaterializowania się, w postaci konkretnej funkcjonalności, w sprincie – trochę trwa. Załóżmy, że pracujecie w sprintach miesięcznych i nowy pomysł pojawił się w głowie Właściciela Produktu już po tygodniu pracy. Ponieważ sprint jest miesięczny, najwcześniej moglibyśmy zaplanować nową historyjkę dopiero za trzy tygodnie. Czyli, musiałoby upłynąć siedem tygodni, żeby można ją było zademonstrować podczas przeglądu sprintu. Kawał czasu, prawda? Siedem tygodni to, w tym przypadku, półtora sprintu. Jeżeli priorytety często się zmieniają, lepsze są sprinty krótsze.
  5. Koszty. Każdy sprint, to określone koszty w projekcie. Trzeba go zaplanować, zaimplementować, pokazać klientowi, przegadać na retrospektywie. Do tego dochodzą testy. Każda powstająca funkcjonalności musi zostać dobrze sprawdzona, czy nie zepsuła czegoś, co dostarczyliśmy w poprzednich sprintach (testy regresyjne). Im krótsze sprinty, tym więcej czasu spędzamy na spotkaniach, i mniej pracujemy.
  6. Poziom stresu zespołu. Jakoś tak z nami jest, że im bliżej końca projektu się znajdujemy, tym poziom napięcia jest większy 🙂 Podobnie jest w sprintach. Jeżeli pracujemy w cyklach miesięcznych, pierwszy tydzień, zaraz po planowaniu wszyscy wrzucają na luz. Panuje błogie rozprężenie. Potem kolejny tydzień, jazda na pełnych obrotach. Przy trzecim, zaczynamy już myśleć o czwartym. Jak żona mojego kolegi, która miała zepsutą drugą połowę wakacji, bo cały czas myślała o pakowaniu walizek na drogę powrotną. W czwartym, bez kija nie podchodź. Owszem, z jednej strony stres dostarcza nam dużo zdrowej energii. Z drugiej, co jest gorsze, skutecznie zatruwa życie zespołu. Długość sprintu, powinna być tak dobrana, żeby zapanować nad nastrojem i zachować zdrową równowagę.

Długość sprintu, którą lubię

Osobiście, najbardziej lubię sprinty dwutygodniowe, które bardzo dobrze sprawdzają się w projektach, które nie trwają dłużej niż 3 miesiące. W przypadku projektów dłuższych, zwykle pracuję w sprintach trzy lub rzadko, czterotygodniowych. Jeżeli czas trwania projektu wynosi 6 i więcej miesięcy, zawsze zachęcam klientów do podzielenia go na mniejsze części – punkty milowe lub wydania. Takie podejście bardzo ułatwia pracę – planowanie, śledzenie ryzyk, zbieranie informacji zwrotnej, uczenie się.

To, że lubię sprinty dwutygodniowe, wcale nie oznacza, że sprinty czterotygodniowe są złe i nie powinniście ich stosować. Długie sprinty bardzo dobrze sprawdzają się w przypadku projektów, w których liczy się poszukiwanie i dostarczanie innowacyjnych rozwiązań. Nie łudźmy się, w krótkich sprintach nie ma na to czasu. Do tego nadają się właśnie sprinty dłuższe.

Czy długość sprintu powinniśmy zmieniać?

Na początku jest to zupełnie normalne. Nie ma lepszego sposobu na wybranie właściwej długości waszego sprintu, niż podejście empiryczne – czyli, przekonanie się na własnej skórze co działa, a co nie działa. Kiedyś pracowałem z zespołem, który na początku pracował w sprincie tygodniowym, potem dwutygodniowym, trzytygodniowym i miesięcznym. Chcieliśmy sprawdzić wszystkie możliwe rozwiązania. Ostatecznie, zostaliśmy przy sprintach dwutygodniowych, bo w tych najlepiej im się pracowało. Nie wyobrażam sobie jednak, żebyśmy tak zmieniali długość sprintów w nieskończoność. Stąd moja rada. Jak tylko wybierzecie długość sprintu, która wam odpowiada, starajcie się jej nie zmieniać. Stała długość pracy w sprincie wprowadza do naszego projektu naturalny rytm, który bardzo ułatwia pracę w zespole.