O miłości w biznesie

Cykl: Menedżer Plus
22 grudnia 2013

3

Miłość zazwyczaj nie kojarzy nam się z biznesem. Mówimy: „w biznesie nie ma miejsca na sentymenty”. Kiedy dotykamy tematu miłości, najczęściej mamy na myśli nasze rodziny, przyjaciół, ojczyznę, ale nie firmę. Być może spowodowane jest to tym, że miłość w biznesie kojarzy się z pewnego rodzaju naiwnością, słabością, ryzykiem wykiwania i pozostania w tyle konkurencji.

Tymczasem, miłość nie jest cnotą słabych. Pomysł na biznes, w którym panuje kultura strachu nie jest dobrym pomysłem – na dłuższą metę przegranym. Zwłaszcza w dzisiejszych, turbulentnych czasach.

Marc Gafni, amerykański filozof i charyzmatyczny mówca, w jednym z wywiadów powiedział:

Świat biznesu stał się jedną z najwspanialszych katedr współczesnej duchowości. Firmy są miejscem, w którym ludzie się realizują, doświadczają prawdziwego poczucia sensu i wzajemności. Biznes jest siłą, która wyraża największe wartości wszystkich duchowych tradycji: bliskości, zaufania, wspólnej wizji, współpracy, przyjaźni, i wreszcie miłości. Bo, czym jest miłość? To ewolucja w kierunku wyższych i wyższych poziomów wzajemności, uznania, jedności i pełni.

Liderzy strachu

Współczesna praktyka zarządzania jest praktyką, którą na wskroś przepełniają ideały humanizmu. Pojawiają się metody i narzędzia, które mówią, że „nie wystarczy tylko nająć rąk do pracy, bo za nimi idzie cały człowiek”. Ten humanizm zaczyna też coraz bardziej przejawiać się w języku, jakim mówimy o zarządzaniu – jest dużo bardziej ludzki niż dawniej. Powrócił romantyzm.

Niestety, wielu współczesnych liderów wciąż uważa, że strach lepiej motywuje ludzi niż miłość. Według nich, to drugie jest oznaką słabości.

John Mackey, filozof biznesu i CEO firmy Whole Foods mówi:

Wiele kultur korporacyjnych nie kieruje się w swoim działaniu miłością i troską, ponieważ ich liderzy nie zdołali włączyć tych wartości do swojego codziennego życia. Potrzebujemy liderów, którzy będą stanowić wzór do naśladowania; kochających i silnych zarazem; liderów, którzy nam pokażą, że te dwie wartości nie są przeciwne. Liderów takich jak: Abraham Lincoln, Gandhi, Martin Luther King Jr., Nelson Mandela i Matka Teresa możemy uważać za silnych, jak i obdarzonych prawdziwym darem miłości i współczucia. Kilku wybitnych współczesnych liderów przychodzi mi na myśl (np. Herb Kelleher z Southwest Airlines).

Termity biznesu

Strach w firmie zabija kreatywność. Człowiek kreatywny, to człowiek, który doświadcza przepływu jest „niesiony falą”. Strach to po prostu uniemożliwia. Powoduje też, że przedsiębiorstwo nie dostrzega też ogromnego potencjału porażki. Ludzie boją się popełniać błędy. Bardzo szybko uczą się jak reagować w sposób właściwy – akceptowalny przez kierownictwo firmy. To zabija inicjatywę. Pogrąża innowacyjność.

Budowanie biznesu na filozofii strachu przypomina dom termitów. Z zewnątrz, owszem – jest bardzo imponujący, ciekawy. Inspiruje artystów. Od środka, jest on jednak systematycznie zjadany, co w konsekwencji może spowodować zniszczenie całego gniazda.

Promocja kultury miłości w biznesie

Taka kultura miłości w biznesie potrzebuje odpowiedniej promocji. To zadanie, przede wszystkim, dla liderów, którzy pracują w naszych firmach. Przy ich zatrudnianiu i promowaniu warto zwrócić uwagę nie tylko na kwalifikacje techniczne, ale właśnie, a może przede wszystkim na kwestie serca. W wielu dzisiejszych firmach ciągle popełniany jest ten sam błąd: liderami zostają ludzie bardzo dobrzy technicznie, posiadający znajomość domeny, narzędzi, procesów, procedur i instrukcji. Ludzie-„podwładni” średnio ich obchodzą. Ważniejszy jest problem, z którym muszą się zmierzyć, zagadka, którą trzeba rozwiązać. Pracownicy są tylko środkiem do realizacji celu – przedmiotem, którym trzeba „pozarządzać”.

Przewodzenie to kwestia serc

Tradycyjne zarządzanie koncentrowało się na tym, jak poprawić metody i style przewodzenia w firmie. Zastanawiano się, jak pomóc liderom od zewnątrz. W ostatnich latach odkryto, że efektywne przywództwo to działanie przede wszystkim od wewnątrz. Przewodzenie ludziom to kwestia serca.

Liderzy w naszych firmach muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, komu służą – sobie czy innym. Od tej odpowiedzi zależeć będzie, czy uda nam się zbudować w firmie kulturę serca.