Czy można mieć Scruma bez Scruma?

Cykl: Menedżer Plus
17 grudnia 2014

3

Dzisiaj, wybrałem takie pytanie:

W mojej organizacji wielokrotnie były podejmowane próby wprowadzenia Scruma, jednak zawsze kończyły się fiaskiem. O sprint  planningu, sprint review, czy retrospektywie nie było mowy. Jedynym elementem, który łączył naszą organizację ze Scrumem były Daily Stand-Up’y. Czy bez najważniejszych zdarzeń takich jak: Sprint Planning lub Retrospektywa istnieje możliwość pomyślnego wprowadzenia Scruma? Czy każdy sprint zawsze musi  zawierać najważniejsze zdarzenia, czy też któreś z nich może zostać pominięte w trakcie realizacji sprintu?

Natalia M.

Moja odpowiedź jest krótka: tak, każdy sprint w Scrumie musi zawierać wszystkie  zdarzenia, które wymieniłaś, i nie tylko. Oprócz samych zdarzeń mamy jeszcze konkretne role (Scrum Master, Właściciel Produktu, Zespół Deweloperski), artefakty (Backlog Produktu, Backlog Sprintu, Przyrost Produktu), oraz reguły, które „sklejają” wszystkie te elementy do kupy. To wszystko razem wzięte wyznacza ramy działania (ang. framework) dla zespołów projektowych. Jeżeli te elementy stosowane są wybiórczo, nie powinniśmy tego, co robimy, nazywać Scrumem. To jest trochę tak jak z grą w piłkę nożną. Podczas Mistrzostw Europy nikt nie rozgrywa meczu, mając tylko jedną bramkę na boisku, albo gra tylko czterema zawodnikami. Wszyscy wiemy, ze muszą być dwie bramki, a drużyn musi być dwie, z których każda musi się składać z jedenastu zawodników. Bo tak mówią zasady gry, określone przez International Football Association Board (IFAB). Jeżeli nie będziemy stosować się do tych reguł, nie możemy mówić, że rozgrywamy mecz piłki nożnej, tylko kopiemy w piłkę lub gramy w „nogę. Ze Scrumem jest bardzo podobnie. Jeżeli chcecie faktycznie wykorzystać profity, które niesie ze sobą stosowanie tej metody, nie ma zmiłuj. Szkielet Scruma musi być zastosowany. Owszem, możecie – tak jak piszesz – ze zdarzeń scrumowych stosować tylko spotkania na-stojaka, czemu nie. Na pewno ta praktyka przyniesie wam sporo korzyści (np. usprawni komunikację, scementuje zespół, zwiększy przejrzystość pracy itp.). Ale, znowu, odnosząc to do Scruma, trzeba mieć w tyle głowy, po co codzienne scrumy zostały wprowadzone. To jest najniższy poziom planowania pracy w sprincie. Na początku, wychodzimy od planowania produktu (wizja, cele biznesowe), potem schodzimy na poziom konkretnego wydania lub projektu, następnie mamy planowanie sprintu i, żeby tego było mało, planujemy codziennie. I to ma głęboki sens. A jeżeli teraz, z całego naszego planowania zostają nam tylko codzienne scrumy, nagle brakuje w tej układance szerszego kontekstu, nie mamy horyzontu.

I, tak naprawdę, nie ma znaczenia, jaką metodę wprowadzicie w swojej firmie – Scrum, XP, FDD, DSDM, czy Holakrację. Bez dyscypliny i konsekwencji, niczego nie osiągniecie. Nie zmienicie swojej organizacji.

Ale Twoje pytanie dotyka jeszcze jednego, ważnego tematu. Bardzo często, przy różnych okazjach, słyszę od ludzi: „Wiesz… u nas w firmie to jest taki pół-Scrum. No wiesz, taka wersja stuningowana”. – A co to znaczy? – pytam. I wtedy część osób odpowiada, że nie stosuje określonych elementów Scruma. No cóż, wtedy to  faktycznie nie jest Scrum. Ale jest też spora grupa, która mówi, że stosuje wszystkie praktyki, ale nie używa historyjek użytkownika, albo, że szacuje w osobodniach, zamiast w punktach. I tutaj – powiem stanowczo, to już pół-Scrum nie jest, tylko, jak najbardziej, jego pełna wersja. Zauważyłem, że wiele osób, nie odróżnia reguł Scruma od Ogólnie Przyjętych Praktyk w Scrumie (OPPS), o których pisałem w jednym z moim ostatnich wpisów. Scrum wcale nie narzuca zespołom w jaki sposób mają zbierać wymagania lub jakich jednostek szacowania powinni używać. Tego typu praktyki, w żadnym wypadku nie są wyznacznikiem tego, czy to, co robicie jest Scrumem, czy nie. Dobrze jest o tym pamiętać, i czasem, trochę bardziej się dowartościować.