Antyporadnik zarządzania

Cykl: Menedżer Plus
3 czerwca 2014

3

Dzisiaj, dla odmiany, odwrócę kota ogonem i opowiem wam o tym jak nie zarządzać tak, żeby było dobrze. Eghm… Dobrze? Co znaczy dobrze? Przez dobrze rozumiem skutecznie źle. No to do dzieła.

Oto lista kilku punktów, które przygotowałem dla menedżerów. Ich konsekwentna realizacja skutecznie rozsierdzi każdego, nawet najbardziej stoickiego pracownika. Oto i one:

  1. Zatwierdzaj, co się da. Ta zasada jest absolutnie genialnaSprowadza się do dwóch prostych kroków: 1) zajmij ludzi, czym tylko się da, a potem 2) spraw, żeby każde zadanie wymagało twojej akceptacji. Efekt „nerwowej obstrukcji” pracownika gwarantowany.
  2. Priorytet i po priorytecie. Mów ludziom, że priorytety są ważne. Że trzeba priorytetyzować zadania, bo to ułatwia planowanie, porządkuje pracę (coś wymyślisz). Jak ich już sobie urobisz, czas najwyższy, żeby wbić szpilę. Dalej już będzie z górki. Zmieniaj priorytety. Ciągle. Bez ustanku. Wytłumacz ludziom, że takie czasy – turbulentne. Musimy się zmieniać, bo inaczej zginiemy. Zacytuj paru klasyków.
  3. Nie mam zasięgu. Ta zasada działa podobnie jak w telefonie. Nie ma zasięgu, nie gadasz. Proste. Wpadaj do firmy, najlepiej wcześnie rano, powiedz „cześć!” do pustych kubików i znikaj na spotkania. Migusiem! Od czasu do czasu możesz „przyssać się” do biurka na jakiegoś „calla”, „telko”, tudzież „online training”. Bądź nieprzystępny. Powiedz, że jesteś zawalony robotą, że masz pięć minut do spotkania. Spławiaj… Odstępuj… Jak rozmowa, to tylko roczna.
  4. Chiałabym-i-boje-się. Ta zasada przyda ci się szczególnie. Na każdym kroku wykazuj żywe zainteresowanie wszystkimi nowymi trendami w firmie, zwłaszcza, jak usłyszysz magiczne słówko „agile”. Pamiętaj, wtedy pełna mobilizacja! Nie przejmuj się, że nie znasz się a rzeczy. To zupełnie bez znaczenia. Głoś na lewo i prawo potrzebę zmiany „mindset’u”. Tak! Koniecznie użyj tego angielskiego słowa: „MINDSET!” Zobaczysz, wypłyniesz od razu. Potem, jak już będziesz miał całką sporą rzeszę fanów, uderz z zaskoku. Powiedz, że idziemy w tym kierunku, ale nie od razu, najpierw małymi krokami. Poszukaj jakiejś dobrej wymówki, na przykład coś w stylu: „Jasne, robimy scruma, ale z zespołami rozproszonymi, bo obecna struktura rejestru produktu nam na nic innego nie pozwala”. Jak dorzucisz jeszcze tekst o tym, że „zbliżacie się do końcówki wydania”, antysukces murowany. Tylko śmiało!
  5. „Wolnoć Tomku w swoim domku”. Ta zasada jest tak ważna, że postanowiłem potraktować ją oddzielnym punktem. Teraz, w zarządzaniu dużo mówi się o tym, że ludzie powinni mieć swobodę działania, autonomię. Ach, jakie piękne frazesy! Broń Boże ich nie kontestuj. Powiedz, że to ma sens, i że nie widzisz dzisiaj innej drogi. Zespół musi mieć swobodę, bo w końcu wie najlepiej, co należy do jego obowiązków. Pozwól im, niech się sami organizują, sami regulują – sami, sami, sami. Ale pod twoją świętobliwą kuratelą. Wpadaj więc systematycznie na codzienne standup’y. Bywaj na retrospektywach. Pytaj o wszystko… Olewaj Scrum Masterów… Na każdym kroku pokazuj, kto tu rządzi. Rób to zupełnie niewinnie, niby w zapomnieniu. No przecież jesteś menedżerem. Jesteś u siebie, Tomku.
  6. Szwendologia. To jest filar antyzarządzania. Jego esencja. W realizacji, banalnie proste. Najpierw raporty. No, bo każdy menedżer musi przecież wiedzieć, co się dzieje. Wprowadź czytelny system raportowania – raporcik tygodniowy, miesięczny…  Ale nie bądź małostkowy. Zacznij się szwendać po firmie. Zaglądaj wszystkim przez ramię, zapuszczaj systematycznie żurawia. Pytaj o postęp, najlepiej wyrażony w procentach. 34% czy 36%? Ależ ich to rozsierdzi. Ta zasada znakomicie idzie w parze z punktem piątym.

Przesadziłem? Tak? Nie? Piszę, co widzę. Rozsierdzony.